Te biegi to totalna porażka! Czyżby?

  • 03 May 2018
  • Dodane przez Marzena Michalec
  • Motywacja

Moja euforia po energetycznych imprezach we Wrocławiu i Gdyni, w których udział wzięło blisko 3 500 zawodniczek wciąż nie opada. Tak naprawdę to dopiero początek piersiowego sezonu, a już w najbliższą niedzielę kolejne arcy ważne dla mnie wydarzenie: debiut z biegiem kobiet Zawsze Pierwsi na Śląsku, w Gliwicach!

Ale nie zawsze było mi do śmiechu. Za tą piękną ideą, która wspiera w rozbudzaniu świadomości w profilaktyce antynowotworowej tysiące kobiet w całej Polsce, kryją się łzy, porażki i chwile zwątpienia. Moje osobiste chwile zwątpienia, kiedy to chciałam rzucić wszystko w cholerę.

Ostatnio kiedy spotkałam się z Sonią Rozumkiewicz na jednym z treningów wróciły wspomnienia. Dziś mam do nich już dystans więc swobodnie rozmawiałyśmy o mojej wtopie z 2015. Sonia wspominała, że brała udział w pierwszej edycji biegu kobiet jaki zorganizowałam trzy lata temu w moim rodzinnym Wałbrzychu z okazji dnia kobiet. Udział wzięło ok. 90 pań w tym Sonia, która była jedną z liderek wyścigu.Stało się jednak tak, że system nie policzył czasu zawodniczkom. Jak się domyślasz, rozpętała się afera, która zmiażdżyła wówczas moją determinację do organizacji biegowych imprez i kompletnie  złamała mnie psychicznie.

Pojawiła się fala hejtu w Internecie, bezlitosnych komentarzy zarówno ze strony kobiet jak i mężczyzn nie brakowało tak jak by była to dla nich walka o śmierć i życie, ludzie wylewali na mnie cały swój jad. Zamknęłam się w sobie. Nie byłam kompletnie przygotowana na taką porażkę, jednak dzisiaj doskonale wiem, że jeśli jesteś otwarta na sukces, musisz być gotowa przyjmować z pokorą także porażki.

Wałbrzyska edycja organizowana była bez żadnych sponsorów, z minimalnym, a nawet deficytowym budżetem. Siłą napędową tej imprezy był mój optymizm i spontaniczność do działania. To na początek zawsze wystarcza i jest bezcennym kapitałem – dziś to wiem.

Z pomocą przychylnych mi osób zrealizowałam mimo wszystko chwilę później wrocławską edycję, w której udział wzięło wówczas może z 250 pań.  To był mój pierwszy sukces, co było dla mnie przysłowiowym wiatrem w żagle, z którym dopłynęłam niebawem do Gdyni, a potem do Poznania, aby dziś  być wraz z tysiącami kobiet w 8 największych miastach w Polsce.

Po drodze dopadały mnie jednak chwile zwątpienia. Zwłaszcza, że poznańska edycja z 2016 roku ponownie dotkliwie mnie spoliczkowała. Organizacja imprezy wówczas legła w gruzach (być może wciąż jeszcze to wyolbrzymiam), choć za to nie byłam do końca ja odpowiedzialna, ale pełną odpowiedzialność wiadomo bierze ten, kto organizuje i jestem tego świadoma, że tak to działa.

To miał być koniec. Ostateczny koniec. Mówiłam wówczas już głośno o zakończeniu projektu. Wielu pukało się w głowę chcąc mnie odciągnąć od tego pomysłu. Byłam wówczas nieugięta. Animuszu do działania dodawali mi sami partnerzy, uczestniczki biegów i moi bliscy, którzy na własne oczy widzieli ile kosztuje mnie psychicznie organizacja biegów kobiet i jaka to jest duża odpowiedzialność. Bo to nie jest tak, że ktoś mnie wynajmuje, podpisujemy umowę i realizuję zlecenie zorganizowania imprezy biegowej. Ten projekt ma duszę i jestem emocjonalnie z nim związana – z samymi uczestniczkami także. Bieg Kobiet ANITA Zawsze Pier(w)si to  moje dziecko, z którym metaforycznie przeżyłam zarówno trudne jak i piękne chwile. To też przecież kawał mojej osobistej historii związanej z wykryciem guza w piersi i przebytą operacją.  To przede wszystkim niesamowite historie kobiet, które dzięki biegom kobiet właśnie odważyły się w ogóle stanąć na starcie!

Marlena Jaworska: Witaj Marzeno :-) Ten Bieg jest wart przejechania każdego kilometra!  To już mój drugi udział, rok temu był pierwszy raz, również w Gdyni. Możesz być z siebie dumna, robisz kawał dobrej roboty. Pozdrawiam mocno i do zobaczenia!!! :-)

Monika Gołębiowska: Witaj! Ja bardzo wolno biegam (5km -> 35min.- 40min.), zawsze byłam ostatnia na biegach, dlatego przestałam trenować. Na Biegu Kobiet jest niesamowita atmosfera, w tym roku drugi raz brałam udział w biegu i nie jestem ostatnia, biegłyśmy wszystkie razem kobiety :)

Bieg Kobiet Zawsze Pier(w)si to też realna pomoc w przełamywaniu strachu przed badaniami. Naprawdę wiele zawodniczek korzysta z tych możliwości podczas imprezy. I wiesz co? Kilka z nich po badaniu przez lekarzy wykryło zmiany w piersi i zostało odesłane na prędce na dalszą diagnostykę…Choć może brzmi to groźnie, może na pierwszy rzut odstrasza (bo przecież przyszłam wystartować, a nie dowiedzieć się, że mam guza w piersi), to wiem, że dzięki temu w kolejnych edycjach zobaczę znów te kobiety, którym być może właśnie takie badanie uratowało życie.

Bardzo niechętnie wybieramy się na badania profilaktyczne (jeśli w ogóle!!!) ot tak same z siebie. Zawsze też odstręcza nas kolejka, klimat takich badań w szpitalu czy przychodni. A tu? W miłej atmosferze przemycam badanie poprzez bieganie, które działa dużo bardziej na świadomość niż sztywna, lekarska, często płatna etykieta.

I wiesz co? To jest właśnie mój przewodni argument przemawiający za tym, że to co robię ma sens. Pewnie, że wpadki organizacyjne się zdarzają, oczywiście, że za każdym razem jestem na nie wkurzona, ale żaden hejt mnie już nie złamie tak, jak miało to miejsce w opisanych powyżej przypadkach. Wiem też, że gdyby nie te niechlubne dwa biegi, dziś nie byłoby mnie dziś w miejscu, w którym teraz jestem razem z tysiącami innych kobiet.

Nie poddawaj się w dążeniu do celu! Za każdym razem, kiedy przyjdzie Ci taka myśl, przeczytaj ten tekst. Jeśli chcesz posuwać się naprzód bądź w tym wytrwała. Tylko ze świadomą determinacją się to uda. Spójrz jak realnie mało ludzi ma odwagę robić wielkie rzeczy. Boją się, paraliżuje je strach. Wolą stać w swojej pozornie bezpiecznej przystani w jednym miejscu…

Dziś nad moimi imprezami pracuje co dzień kilkoro osób, którym ufam i które podobnie jak ja widzą w tym sens. Wspieramy się w działaniu wzajemnie, motywujemy by stawać na wysokości organizacji i sami też jesteśmy pasjonatami biegania.

Dziękuję za wsparcie, dziękuję za konstruktywną krytykę, dziękuję za Twoją obecność!
Mam tę moc, mamy tę moc!