Podbijamy Wiedeń na Österreichischer Frauenlauf 2018!

  • 28 May 2018
  • Dodane przez Marzena Michalec
  • Podróże

33 000 kobiet w jednym miejscu w tym ja! I tym razem wyjątkowo nie w roli organizatora tylko uczestniczki. Wspaniała organizacja, miłe wspomnienia i sporo potu wylanego na ulicach Wiednia. Czy było warto?

Do Wiednia wybrałam się wspólnie z moim babskim wsparciem: Izą, Magda i Zuzią. Od samego początku wiedziałyśmy, że to będzie dynamiczny weekend, bo oprócz startu w 31 Österreichischer Frauenlauf zaplanowałyśmy też trochę zwiedzania. Zatrzymałyśmy się u naszej przesympatycznej koleżanki Alicji, która od ponad 20 lat mieszka w Wiedniu i na dodatek jest już zaprawioną w boju biegaczką, także we  Frauenlauf, bo był to dla niej już 10 start z rzędu.

W sobotę dzień przed biegiem wybrałyśmy się po odbiór pakietów startowych. Zapisy na tę imprezę rozpoczynają się raptem na ok. 1,5 miesiąca i rozchodzą się w mgnieniu oka! Całe miasteczko biegowe było usytuowane przy Praterze i w okolicy stadionu Ernst-Happel-Stadion. Biuro zawodów znajdowało się w białych namiotach, a na rozległej polanie z kolei było całe mnóstwo wystawców prezentujących swoje produkty i częstujących różnościami. Jednym słowem festyn pełną parą! Przy odbieraniu pakietów nie było właściwie żadnych kolejek, sprawnie wydawano najpierw numery startowe w kopertach, następnie całą siatę giftów no i koszulkę, która nas osobiście nie powaliła, no ale to już kwestia gustu.

Pokręciłyśmy się trochę po miasteczku, a potem poszliśmy kibicować Zuzi na stadion, gdzie brała udział w biegu dla dzieci.

Dzień zakończyłyśmy odwiedzinami w letniej rezydencji cesarzowej Sissi czyli w kompleksie parkowo – pałacowym Schönbrunn. Śliczne miejsce, gdzie udało nam się wieczorową porą złapać oddech przed niedzielnym startem.

Nastroje tuż przed biegiem

Moja serdeczna znajoma Alicja u której się zatrzymałyśmy to jak wspominałam zawodniczka zaprawiona w biegowym boju, ale nie tylko we FrauenLauf. Na biegu kobiet Zawsze Pier(w)si we Wrocławiu udało jej się stanąć na podium w kategorii 50+, ale to nie jedyny jej wyczyn. Jej najlepszy czas na 10km we FrauenLauf to 46 minut, a i ten start, mimo kontuzji był dla niej wyjątkwo dobry (00:50:39!!!)

Nie są to moje biegowe progi, ale jakieś założenie, co do czasu w jakim chce pobiec pałętały się po mojej głowie. Oscylowałam poniżej godziny, z kolei Iza i Magda biegły z zupełnie wolną od presji głową, co ostatecznie przyniosło satysfakcjonujące efekty.

Zerwałyśmy się w porannym ferworze, zjadłyśmy lekkie śniadanie, ubrałyśmy nasze power ciuchy i przed 10.00 byłyśmy już na miejscu. O 9:00 wystartowało już ponad 19 000 tys. zawodniczek na 5km. Tu ponoć na punktach żywieniowych robiło się już przy tej ilości tłoczno. Start „dyszek” był o 10:30. Startowały też całkiem licznie panie w Nordic Walking, których było 3 600. Dzięki takiemu podziałowi na trzy tury, tłumy nie były aż tak przytłaczające, a przepustowość na trasie od samego początku była doskonała, czego przykładowo nie mogę powiedzieć o starcie w Walencji w ubiegłych roku, gdzie rozpoczęłam swój bieg po ok. 1,500 km.

Tak się złożyło, że każda z nas wybrała sobie przy zapisach inne bloki startowe, a te były oznaczone literami od strefy A – tej najszybszej po chyba P. Alicja fighter’ka jak zwykle wystartowała z bloku A, ja z bloku B, a zaraz za nami Iza i Magda. Przed biegiem zamocowałyśmy czipy do butów, które podobnie jak na moich imprezach są zwracane po przekroczeniu linii mety. Do tego numer startowy, który pełnił funkcję informacyjną w jakim bloku powinnyśmy się znaleźć przed startem. Ruszałyśmy falami. Jak na złość nie odpalił mi się GPS w zegarku, ale starałam się trzymać fason i leciałam ze swoją falą. Ciepło dawało się we znaki, woda w trzech punktach trasy ratowała sytuację. Trasa biegu była atestowana, wszak w czołówce biorą udział sportsmenki ze światowej elity.  Droga szeroka, asfaltowa, na szczęście przeważająco zacieniona drzewami, a dodatkowo urozmaicana bębniarzami, mini koncertami i licznymi kibicami, którzy dodawali animuszu.

Na 8 km udało mi dobiec do zajączka prowadzącego na czas 55 minut więc przykleiłam się do niego i starałam się dotrzymać mu tempa. Przy rozwidleniu dróg nie wiedząc dlaczego, ale pokierowałam się w prawą część kierującą już na ostatniej prostej do mety, co zabrało mi ciut czasu, ale jak się potem okazało szczęśliwie udało mi się ostatecznie dobiec z czasem jaki w tym dniu pojawił się w zasięgu moich możliwości czyli właśnie 00:55:15.

Alicja zaskoczyła samą siebie i urwała czas 00:50:39 plasując się w kategorii +55 na 11miejscu! Iza z kolei wykręciła życiówkę, a Magda lekkim krokiem wybiegała 00:58 delektując się startem. Po biegu czas spędziłyśmy w miasteczku biegowym, gdzie piknik trwał w najlepsze. A dzięki Johannowi mamy piękne foto pamiątki z imprezy!

ZWYCIĘŻCZYNIE OPEN

Na 5 km - OPEN
1 - Susan Krumins (NLD) - 15:57 min
2 - Diane Nukuri (BDI) – 16:02 min
3 - Viola Jelagat (KEN) w 16:18 min

Na 10 km – OPEN
1 - Charlotte Karlsson - 35:32 min
2 - Cornelia Moser (AUT) – 36:30 min
3 - Anna Starostzik (GER) – 36:55 min

PRAKTYCZNE INFORMACJE ZWIĄZANE Z BIEGIEM
Ogólnie impreza warta polecenia, a jeśli połączysz ją ze zwiedzaniem Wiednia, wyjdzie Ci z tego miły city break stosunkowo w niewielkiej odległości od zachodniej i południowej Polski. Wybrałyśmy się we czwórkę samochodem. Paliwo kosztowało nas łącznie ok. 400 zł. W jedną stronę do pokonania jest niecałe 600 kilometrów.  Pakiet startowy na bieg kosztowała nas 40 euro czyli ok 200. Za 10 km jak na polskie warunki to całkiem sporo, choć dla koneserek giftów - w torbie sporo tego było + koszulka dobrej jakości.

Jedyne czego mi zabrakło w tym wydarzeniu to brak przewodniej idei do tak dużej imprezy.  A przecież oprócz samego biegania można docierać z pożytecznym przekazem do kobiet, może to być przykładowo walka o równe prawa, walka z przemocą wobec kobiet czy choćby profilaktyka zdrowia. Tak czy siak czas przemiło spędzony co jest zasługą mojego zacnego, baskiego (choć nie tylko) towarzystwa!

STRONA BIEGU: oesterreichischer-frauenlauf.at
DATA BIEGU KOBIET 2019: 26 maja
KOSZT PAKIETU w 2018: 40 euro
BILETY KOMINIKACJA: na 48h na metro / kolejkę – 14 euro / pojedynczy bilet tramwajowy / autobusowy – 2, 60 euro

Za rok mam plan, aby znów zawitać do Wiednia, pobić swój wynik, ale przede wszystkim dobrze się tu bawić. A może i Tobie narobiłam ochoty na tę babską wyprawę?

FOTO: Johann Grebner