Nasze ciała, nasza wojna!

śr., 02/26/2020 - 15:24

Tu coś zwisa, tam coś odstaje, gdzieś mamy czegoś za mało, a gdzie indziej za dużo.   My kobiety, nieustannie znajdujemy w sobie jakieś niedoskonałości (które często są nawet niewidoczne dla innych). Kochamy się albo nienawidzimy. A gdyby tak zwyczajnie, szczerze ze sobą pogadać i zaprzyjaźnić się ze swoim ciałem? Tylko jak to zrobić? 

Tekst powstał przy współpracy z Wyższą Szkoła Biznesu i Nauk o Zdrowiu. 
Miałam przyjemność skonsultować się i poradzić z ekspertką, dr Agnieszką Gutowską-Wyką, dyrektor Instytutu Dietetyki w Wyższej Szkole Biznesu i Nauk o Zdrowiu. 

Ostatnio zapytałam dziewczyny na mojej facebookowej grupieKobiety w biegu (dołącz do nas), jak to u nich jest z akceptacją siebie? I okazuje się, że nie jest kolorowo. „Nie lubię siebie”, „Nie akceptuję swojego ciała”, „Praktycznie każdego dnia mam jakieś ale do swojego ciała” - to jedne z najczęstszych odpowiedzi. Jasne, było trochę pokrzepiających komentarzy, ale ogólnie kompletnie nie ma szału, jeśli chodzi o akceptowanie tego, jakie jesteśmy. 



Dlaczego nie lubimy siebie?

Przechodzimy różne fazy akceptacji. Z moich obserwacji wynika, że najczęściej pierwsza konfrontacja z naszymi ciałami pojawia się w czasie dojrzewania. Pamiętam doskonale, jaki to był skrajny czas dla mnie. Tona kompleksów zalewała mnie jak tsunami. W dodatku czułam się wtedy „za gruba”, co teraz przyprawia mnie o zawrót głowy, bo nigdy nie miałam problemu z nadmiarem kilogramów, ale za to miałam całkowicie spaczony obraz własnego ciała. Na szczęście to mi przeszło, a bez makijażu też potrafię wyjść na ulicę. Im człowiek starszy, tym mądrzejszy i coś w tym jest. 

Druga faza selfhejtu pojawia się bardzo często po ciąży. Wiele kobiet z braku czasu czuje się gorzej, ciało wraca do formy u jednych szybciej, a u innych niestety wolniej. A nawet jeśli już wraca, to i tak nie zawsze w parze z akceptacją. Pytanie, czy w ogóle ta akceptacja kiedykolwiek istniała? Różnie z tym bywa…

Porozmawiałam o tych problemach z dr Agnieszką Gutowską-Wyką, dyrektor Instytutu Dietetyki w Wyższej Szkole Biznesu i Nauk o Zdrowiu. Jak wyjaśnia, to nasze krytyczne spojrzenie na własne ciała ma swoje korzenie... w dzieciństwie! Już jako dziewczynki karmione byłyśmy ideałami księżniczek czy lalek Barbie, do których podświadomie dążymy. Otoczenie chwali nas za ładny wygląd i gani, jeżeli nie dorównujemy tym standardom. Dzieci otyłe są wyśmiewane nawet w przedszkolu, a szkoła to już w ogóle jeden wielki konkurs piękności. 

Media zalewają nas zdjęciami „idealnych” kobiet – i mimo że wiemy, że mają one tyle wspólnego z rzeczywistością, co jednorożec z kucykiem, to ten obraz  zostaje gdzieś z tyłu głowy. I zaczyna się bitwa. Czasami bardzo bolesna dla naszego umysłu. 

Moda na ciałopozytywność 

Od kilku lat walkę z lansowanymi w mediach kanonami piękna toczy nurt body positive, który zachęca kobiety do akceptacji własnego ciała, bez względu na to, czy mają rozstępy, zmarszczki czy cellulit. Ciałopozytywne influencerki podbijają Instagram i zaliczają coraz więcej zwycięstw w prowadzonej przez siebie rewolucji w świecie mody. 

Jednocześnie dość często pojawiają się głosy, że nurt body positive to także lansowanie otyłości. Jak zaznacza doktor, bardzo ważne jest więc rozgraniczenie tych dwóch rzeczy:

1. akceptacja siebie nie oznacza, że nie musimy o siebie dbać, bo „tak już zostałyśmy stworzone”;

2. nie można akceptować przekonywania siebie i otoczenia, że otyłość jest fajna.

Konsekwencje nadmiernej masy ciała są bardzo niebezpieczne – od chorób układu krążenia i cukrzycy, aż po zwyrodnienia stawów i nowotwory. Z drugiej strony nie można się też „biczować” za każdą fałdkę na brzuchu czy pół kilo więcej na wadze. Złoty środek. Poniżej zdjęcie kobiet w biegu. Sesję trzasnęłyśmy sobie z okazji walentynek, aby się troszkę w sobie rozkochać. 

Uważam, że bardzo ważna jest akceptacja własnego ciała i zbudowanie poczucia własnej wartości mimo dostrzegania swoich niedoskonałości. Powinniśmy dążyć do polubienia swojego ciała takim, jakim ono jest, co nie oznacza, że jesteśmy zwolnieni z dbania o nie. Chodzi mi o subtelną różnicę - lubię moje ciało, więc o nie dbam – właściwie się odżywiam i ćwiczę, a nie prezentuję postawę pasywną w stylu: „lepiej zaakceptuję, że jestem otyła, bo wtedy nie będę musiała nic robić” – wyjaśnia dr Agnieszka Gutowska-Wyka. 

Błędne koło

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że bardzo często im bardziej załamujemy się fałdkami, zbędnymi kilogramami i cellulitem, tym trudniej nam zebrać się w sobie i coś z tym zrobić. Ba! Nierzadko mniej lub bardziej świadomie pogarszamy jeszcze sprawę. Jak tłumaczy dr Agnieszka Gutowska-Wyka, brak akceptacji własnego ciała powoduje, że nasze poczucie wartości obniża się. Nieudane próby poprawienia sylwetki sprawiają, że maleje nasze poczucie własnej skuteczności i łapiemy doła.  Gdzie szukamy ratunku? W tych ciasteczkach, chipsach i czekoladzie, które tak „cudownie” nas koją.

Zajadamy smutki, stres, poczucie bezradności i beznadziejności. To prowadzi do tycia i znów poziom poczucia własnej wartości, skuteczności i optymizmu leci na łeb, na szyję. W skrócie: prowadzi to do błędnego koła, z którego bardzo trudno się wydostać. Niedawno pisałam o tym także w tym poście na blogu: Jak opanować swój apetyt?   

Jak polubić siebie?

No dobra, fajnie się teoretyzuje, ale łatwiej powiedzieć niż zrobić. Jeśli patrzysz na siebie krytycznie, to wiem, że z dnia na dzień nie zaczniesz pieszczotliwie nazywać swoich rozstępów „tygrysimi cętkami” ani nie pokochasz fałdki, która została Ci na brzuchu po ciąży. Ale warto codziennie wprowadzać małe kroki, które pomogą Ci w końcu zacząć na siebie patrzeć z większą miłością. 

    1. Nie katuj swojego ciała
Nie stosuj morderczych treningów i diety opartej tylko na sałacie i wodzie. Chęć dorównania jakimś abstrakcyjnym ideałom z Instagrama to kiepska motywacja. Jedz zdrowo i ruszaj się, ale po to, aby po prostu dbać o swoje ciało, a nie walczyć o podium w konkursie Miss Universe. Uwierz mi, efekty będą lepsze, a Ty szczęśliwsza.

    2. Zaakceptuj, że nie musisz kochać każdej części swojego ciała
Nie musisz być idealna. Nawet top modelki mają jakieś wady. Naomi Campbell łysieje, Gisele Bündchen zupełnie nie ma wcięcia w talii, a Chrissy Teigen dumnie prezentuje swoje rozstępy. I nadal są pięknymi kobietami! Nie chodzi o to, żebyś kochała każdy centymetr swojego ciała, ale po prostu nie skupiaj się na „niedoskonałościach”. Nawet z nimi możesz być szczęśliwa i spełniona. 

    3. Skup się na pozytywach
Mam wrażenie, że to coś, nad czym musi popracować większość z nas. My, kobiety, często mamy tak, że rozdmuchujemy do gigantycznych rozmiarów każdy „niedoskonały” drobiazg w swoim ciele, a nie zauważamy, że mamy jednocześnie np. piękne oczy, nogi do samego nieba, cudowny uśmiech albo lśniące włosy. Zacznij więc podkreślać i skupiać się na tym, co w sobie lubisz odciągając dzięki temu uwagę od tego co lubisz nieco mniej. 

    4. Przestań żyć przeszłością
Wiem, wiem – kiedyś mieściłaś się w jeansy o trzy rozmiary mniejsze, miałaś czoło gładkie jak wyprasowane żelazkiem i kształtny biust. Zamiast rozpamiętywać przeszłość, zacznij żyć teraźniejszością i cieszyć się tym, co masz teraz. Może rzeczywiście przybyło Ci kilka zmarszczek, ale jednocześnie także doświadczenia i życiowej mądrości. Może i masz rozstępy po ciąży, ale za to nic nie cieszy tak, jak przytulas od swojego dziecka. Dbaj o swoje obecne ciało, ale nie próbuj za wszelką cenę przywrócić mu stanu sprzed lat. 

    5. Nie obserwuj osób, które wywołują u Ciebie doła
Zdaję sobie sprawę z tego, że portale i Instagram pełne są historii kobiet bez najmniejszych niedoskonałości w wyglądzie, a przy tym jednocześnie cudownych matek, perfekcyjnych żon i przedsiębiorczych businesswomen. Jak one to robią?  Internet a rzeczywistość to dwa różne światy. 

Na szczęście na Instagramie znajdziesz też coraz więcej profili, które podkreślają różnorodność kobiet – warto dodać je do obserwowanych, żeby nie dać sobie nieustannie prać mózgu wizją „idealnej kobiety”. Poniżej Instagram Ashley Graham. 

    6. Bądź dobrym wzorcem
Chyba żadna z nas nie chce, żeby nasze dzieci, młodsze siostry czy kuzynki płakały nad swoim wyglądem. Ale w dużej mierze to zależy właśnie od nas. 

- Jeśli nasze poczucie własnej wartości nie było budowane od dzieciństwa przez rodziców, później nauczycieli i rówieśników w oparciu o akceptację naszych cech osobistych, talentów i mocnych stron, to będziemy czuć się gorsi i niezadowoleni z siebie, choćby nie wiem jak nasze ciało było zbliżone do lansowanego ideału. Bardzo ważne jest zaakceptowanie dziecka przez rodziców i zbudowanie u niego poczucia własnej wartości, by jako osoba dorosła mogło z tych zasobów korzystać – radzi dr Agnieszka Gutowska-Wyka. Dlatego dawaj dobry przykład dzieciom, a jednocześnie po pewnym czasie sama zauważysz, że zaczniesz patrzeć na siebie łaskawszym okiem. 

A jeśli chcesz jeszcze bardziej zgłębić temat zależności między akceptacją siebie a redukcją nadmiernej masy ciała, oto kilka książek, które rekomenduje dr Gutowska-Wyka:

    • Monika Bąk-Sosnowska, Między ciałem a umysłem: otyłość i odchudzanie się w ujęciu integracyjnym
    • Kamila Czepczor, Anna Brytek-Matera, Jedzenie pod wpływem emocji
    • Aleksandra Łuszczyńska, Nadwaga i otyłość : interwencje psychologiczne
    • Jane Ogden, Psychologia odżywiania się. Od zdrowych do zaburzonych zachowań żywieniowych
    • Nina Ogińska-Bulik, Wiem, co jem? Psychologia nadmiernego jedzenia i odchudzania się
    • Magdalena Pilska, Marzena Jeżewska-Zychowicz, Psychologia żywienia 

Podsumowując, nawet jeśli Twoje ciało nie jest idealne, zaprzyjaźnij się z nim i dbaj o nie, bo drugiego nikt Ci nie podaruje. I zobaczysz – dobrze traktowane odwdzięczy Ci się powodami do radości.  Ja nad tym pracuję, a Ty? 

Tu coś zwisa, tam coś odstaje, gdzieś mamy czegoś za mało, a gdzie indziej za dużo.   My kobiety, nieustannie znajdujemy w sobie jakieś niedoskonałości (które często są nawet niewidoczne dla innych). Kochamy się albo nienawidzimy. A gdyby tak zwyczajnie, szczerze ze sobą pogadać i zaprzyjaźnić się ze swoim ciałem? Tylko jak to zrobić? 

Tekst powstał przy współpracy z Wyższą Szkoła Biznesu i Nauk o Zdrowiu. 
Miałam przyjemność skonsultować się i poradzić z ekspertką, dr Agnieszką Gutowską-Wyką, dyrektor Instytutu Dietetyki w Wyższej Szkole Biznesu i Nauk o Zdrowiu. 

Ostatnio zapytałam dziewczyny na mojej facebookowej grupie Kobiety w biegu (dołącz do nas), jak to u nich jest z akceptacją siebie? I okazuje się, że nie jest kolorowo. „Nie lubię siebie”, „Nie akceptuję swojego ciała”, „Praktycznie każdego dnia mam jakieś ale do swojego ciała” - to jedne z najczęstszych odpowiedzi. Jasne, było trochę pokrzepiających komentarzy, ale ogólnie kompletnie nie ma szału, jeśli chodzi o akceptowanie tego, jakie jesteśmy. 



Dlaczego nie lubimy siebie?

Przechodzimy różne fazy akceptacji. Z moich obserwacji wynika, że najczęściej pierwsza konfrontacja z naszymi ciałami pojawia się w czasie dojrzewania. Pamiętam doskonale, jaki to był skrajny czas dla mnie. Tona kompleksów zalewała mnie jak tsunami. W dodatku czułam się wtedy „za gruba”, co teraz przyprawia mnie o zawrót głowy, bo nigdy nie miałam problemu z nadmiarem kilogramów, ale za to miałam całkowicie spaczony obraz własnego ciała. Na szczęście to mi przeszło, a bez makijażu też potrafię wyjść na ulicę. Im człowiek starszy, tym mądrzejszy i coś w tym jest. 

Druga faza selfhejtu pojawia się bardzo często po ciąży. Wiele kobiet z braku czasu czuje się gorzej, ciało wraca do formy u jednych szybciej, a u innych niestety wolniej. A nawet jeśli już wraca, to i tak nie zawsze w parze z akceptacją. Pytanie, czy w ogóle ta akceptacja kiedykolwiek istniała? Różnie z tym bywa…

Porozmawiałam o tych problemach z dr Agnieszką Gutowską-Wyką, dyrektor Instytutu Dietetyki w Wyższej Szkole Biznesu i Nauk o Zdrowiu. Jak wyjaśnia, to nasze krytyczne spojrzenie na własne ciała ma swoje korzenie... w dzieciństwie! Już jako dziewczynki karmione byłyśmy ideałami księżniczek czy lalek Barbie, do których podświadomie dążymy. Otoczenie chwali nas za ładny wygląd i gani, jeżeli nie dorównujemy tym standardom. Dzieci otyłe są wyśmiewane nawet w przedszkolu, a szkoła to już w ogóle jeden wielki konkurs piękności. 

Media zalewają nas zdjęciami „idealnych” kobiet – i mimo że wiemy, że mają one tyle wspólnego z rzeczywistością, co jednorożec z kucykiem, to ten obraz  zostaje gdzieś z tyłu głowy. I zaczyna się bitwa. Czasami bardzo bolesna dla naszego umysłu. 

Moda na ciałopozytywność 

Od kilku lat walkę z lansowanymi w mediach kanonami piękna toczy nurt body positive, który zachęca kobiety do akceptacji własnego ciała, bez względu na to, czy mają rozstępy, zmarszczki czy cellulit. Ciałopozytywne influencerki podbijają Instagram i zaliczają coraz więcej zwycięstw w prowadzonej przez siebie rewolucji w świecie mody. 

Jednocześnie dość często pojawiają się głosy, że nurt body positive to także lansowanie otyłości. Jak zaznacza doktor, bardzo ważne jest więc rozgraniczenie tych dwóch rzeczy:

1. akceptacja siebie nie oznacza, że nie musimy o siebie dbać, bo „tak już zostałyśmy stworzone”;

2. nie można akceptować przekonywania siebie i otoczenia, że otyłość jest fajna.

Konsekwencje nadmiernej masy ciała są bardzo niebezpieczne – od chorób układu krążenia i cukrzycy, aż po zwyrodnienia stawów i nowotwory. Z drugiej strony nie można się też „biczować” za każdą fałdkę na brzuchu czy pół kilo więcej na wadze. Złoty środek. Poniżej zdjęcie kobiet w biegu. Sesję trzasnęłyśmy sobie z okazji walentynek, aby się troszkę w sobie rozkochać. 

- Uważam, że bardzo ważna jest akceptacja własnego ciała i zbudowanie poczucia własnej wartości mimo dostrzegania swoich niedoskonałości. Powinniśmy dążyć do polubienia swojego ciała takim, jakim ono jest, co nie oznacza, że jesteśmy zwolnieni z dbania o nie. Chodzi mi o subtelną różnicę - lubię moje ciało, więc o nie dbam – właściwie się odżywiam i ćwiczę, a nie prezentuję postawę pasywną w stylu: „lepiej zaakceptuję, że jestem otyła, bo wtedy nie będę musiała nic robić” – wyjaśnia dr Agnieszka Gutowska-Wyka. 

Błędne koło

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że bardzo często im bardziej załamujemy się fałdkami, zbędnymi kilogramami i cellulitem, tym trudniej nam zebrać się w sobie i coś z tym zrobić. Ba! Nierzadko mniej lub bardziej świadomie pogarszamy jeszcze sprawę. Jak tłumaczy dr Agnieszka Gutowska-Wyka, brak akceptacji własnego ciała powoduje, że nasze poczucie wartości obniża się. Nieudane próby poprawienia sylwetki sprawiają, że maleje nasze poczucie własnej skuteczności i łapiemy doła.  Gdzie szukamy ratunku? W tych ciasteczkach, chipsach i czekoladzie, które tak „cudownie” nas koją.

Zajadamy smutki, stres, poczucie bezradności i beznadziejności. To prowadzi do tycia i znów poziom poczucia własnej wartości, skuteczności i optymizmu leci na łeb, na szyję. W skrócie: prowadzi to do błędnego koła, z którego bardzo trudno się wydostać. Niedawno pisałam o tym także w tym poście na blogu: Jak opanować swój apetyt?   

Jak polubić siebie?

No dobra, fajnie się teoretyzuje, ale łatwiej powiedzieć niż zrobić. Jeśli patrzysz na siebie krytycznie, to wiem, że z dnia na dzień nie zaczniesz pieszczotliwie nazywać swoich rozstępów „tygrysimi cętkami” ani nie pokochasz fałdki, która została Ci na brzuchu po ciąży. Ale warto codziennie wprowadzać małe kroki, które pomogą Ci w końcu zacząć na siebie patrzeć z większą miłością. 

    1. Nie katuj swojego ciała
Nie stosuj morderczych treningów i diety opartej tylko na sałacie i wodzie. Chęć dorównania jakimś abstrakcyjnym ideałom z Instagrama to kiepska motywacja. Jedz zdrowo i ruszaj się, ale po to, aby po prostu dbać o swoje ciało, a nie walczyć o podium w konkursie Miss Universe. Uwierz mi, efekty będą lepsze, a Ty szczęśliwsza.

    2. Zaakceptuj, że nie musisz kochać każdej części swojego ciała
Nie musisz być idealna. Nawet top modelki mają jakieś wady. Naomi Campbell łysieje, Gisele Bündchen zupełnie nie ma wcięcia w talii, a Chrissy Teigen dumnie prezentuje swoje rozstępy. I nadal są pięknymi kobietami! Nie chodzi o to, żebyś kochała każdy centymetr swojego ciała, ale po prostu nie skupiaj się na „niedoskonałościach”. Nawet z nimi możesz być szczęśliwa i spełniona. 

    3. Skup się na pozytywach
Mam wrażenie, że to coś, nad czym musi popracować większość z nas. My, kobiety, często mamy tak, że rozdmuchujemy do gigantycznych rozmiarów każdy „niedoskonały” drobiazg w swoim ciele, a nie zauważamy, że mamy jednocześnie np. piękne oczy, nogi do samego nieba, cudowny uśmiech albo lśniące włosy. Zacznij więc podkreślać i skupiać się na tym, co w sobie lubisz odciągając dzięki temu uwagę od tego co lubisz nieco mniej. 

    4. Przestań żyć przeszłością
Wiem, wiem – kiedyś mieściłaś się w jeansy o trzy rozmiary mniejsze, miałaś czoło gładkie jak wyprasowane żelazkiem i kształtny biust. Zamiast rozpamiętywać przeszłość, zacznij żyć teraźniejszością i cieszyć się tym, co masz teraz. Może rzeczywiście przybyło Ci kilka zmarszczek, ale jednocześnie także doświadczenia i życiowej mądrości. Może i masz rozstępy po ciąży, ale za to nic nie cieszy tak, jak przytulas od swojego dziecka. Dbaj o swoje obecne ciało, ale nie próbuj za wszelką cenę przywrócić mu stanu sprzed lat. 

    5. Nie obserwuj osób, które wywołują u Ciebie doła
Zdaję sobie sprawę z tego, że portale i Instagram pełne są historii kobiet bez najmniejszych niedoskonałości w wyglądzie, a przy tym jednocześnie cudownych matek, perfekcyjnych żon i przedsiębiorczych businesswomen. Jak one to robią?  Internet a rzeczywistość to dwa różne światy. 

Na szczęście na Instagramie znajdziesz też coraz więcej profili, które podkreślają różnorodność kobiet – warto dodać je do obserwowanych, żeby nie dać sobie nieustannie prać mózgu wizją „idealnej kobiety”. Poniżej Instagram Ashley Graham. 

    6. Bądź dobrym wzorcem
Chyba żadna z nas nie chce, żeby nasze dzieci, młodsze siostry czy kuzynki płakały nad swoim wyglądem. Ale w dużej mierze to zależy właśnie od nas. 

- Jeśli nasze poczucie własnej wartości nie było budowane od dzieciństwa przez rodziców, później nauczycieli i rówieśników w oparciu o akceptację naszych cech osobistych, talentów i mocnych stron, to będziemy czuć się gorsi i niezadowoleni z siebie, choćby nie wiem jak nasze ciało było zbliżone do lansowanego ideału. Bardzo ważne jest zaakceptowanie dziecka przez rodziców i zbudowanie u niego poczucia własnej wartości, by jako osoba dorosła mogło z tych zasobów korzystać – radzi dr Agnieszka Gutowska-Wyka. Dlatego dawaj dobry przykład dzieciom, a jednocześnie po pewnym czasie sama zauważysz, że zaczniesz patrzeć na siebie łaskawszym okiem. 

A jeśli chcesz jeszcze bardziej zgłębić temat zależności między akceptacją siebie a redukcją nadmiernej masy ciała, oto kilka książek, które rekomenduje dr Gutowska-Wyka:

    • Monika Bąk-Sosnowska, Między ciałem a umysłem: otyłość i odchudzanie się w ujęciu integracyjnym
    • Kamila Czepczor, Anna Brytek-Matera, Jedzenie pod wpływem emocji
    • Aleksandra Łuszczyńska, Nadwaga i otyłość : interwencje psychologiczne
    • Jane Ogden, Psychologia odżywiania się. Od zdrowych do zaburzonych zachowań żywieniowych
    • Nina Ogińska-Bulik, Wiem, co jem? Psychologia nadmiernego jedzenia i odchudzania się
    • Magdalena Pilska, Marzena Jeżewska-Zychowicz, Psychologia żywienia 

Podsumowując, nawet jeśli Twoje ciało nie jest idealne, zaprzyjaźnij się z nim i dbaj o nie, bo drugiego nikt Ci nie podaruje. I zobaczysz – dobrze traktowane odwdzięczy Ci się powodami do radości.  Ja nad tym pracuję, a Ty? 

Komentarze Disqus