Czy warto jeść mięso?

czw., 01/30/2020 - 19:02

Przecież człowiek od zawsze jadł mięso, więc dlaczego ma nagle przestać? Zwłaszcza teraz, kiedy jest ono bardziej niż zwykle dostępne i tanie, a poza tym jest źródłem białka. Nasz układ pokarmowy dobrze radzi sobie z trawieniem mięsa. Można się czepić, że zakwasza organizm, a przy jego nadmiernym spożyciu możemy nabawić się chorób układu krążenia i raka. To podobnie jak z cukrem i tłuszczami trans jakie jemy wraz z wysoko przetworzoną żywnością. Najważniejszy jak we wszystkim jest umiar. Dlaczego więc przy zachowaniu rozsądku nie jeść mięsa czy ryb? Jeść! Powiem więcej. Jak byłam mała lubiłam ozorki w sosie chrzanowym, wątróbkę i pulpety z indyka. Co prawda hamburgera nigdy w swoim życiu nie jadłam, steka też, a ponoć to dopiero rarytas! 

O co więc tyle medialnego szumu jaki co niektórzy wprowadzają  w nasze mięsożerne życie i to z Olgą Tokarczuk, noblistką na czele, która na kolacji u samego króla zażyczyła sobie posiłki wegetariańskie?! Fanaberia czy jej racjonalizm? 

Aby powyższy tekst nie wprowadził nikogo w błąd, napiszę wprost: jestem mięsożercą! Z natury tak, ale nie z przekonania i mam na to kilka konkretnych argumentów jakie mam nadzieję, zwrócą uwagę na potrzebę zmian, wytłumaczą poniekąd dlaczego tak ważne jest ograniczenie jedzenia mięsa, a może co niektórym ułatwią drogę przejścia na zieloną stronę mocy? 

Poniżej przygotowałam trzy argumenty, które dla wielu osób nie muszą być wcale oczywiste. Bo sprawa ogólnie nie jest prosta, a temat niezwykle obfity. 

1. Hodowla przemysłowa 

Nigdy w historii świata nie jedliśmy tyle mięsa co obecnie. Rocznie zabija się masowo miliardy zwierząt: krów, świń, kurczaków, indyków, ryb, aby wyżywić ponad 7 miliardów istnień ludzkich. Cały proces to wyzwanie produkcyjno - logistyczne, ale jednocześnie perfekcyjnie zoptymalizowane pod względem ilości wytwarzanego mięsa. 

Aby nadążyć za rosnącym popytem, zwierzęta szybko się tuczy i szybko zabija, aby było dużo i tanio. Przy takiej skali nie można mieć złudzeń, że odbywa się to kosztem jakości mięsa, ale przede wszystkim niewyobrażalnym cierpieniem zwierząt. W przypadku ryb z kolei produkcja mocno wpływa na degradację wodnego ekosystemu. W Polsce jemy rocznie już blisko 80 kg mięsa na osobę, choć prym w kupowaniu mięsa na świecie wiodą Amerykanie jedzący aż 100 kg na osobę! Idąc w skrajności w skrajność dla porównania Hindusi i Afrykanie spożywają jedynie ok. 4 kg. Choć i tam chętnych na jedzenie mięsa z roku na rok będzie przybywać, bo szczytowa faza jedzenia mięsa na świecie jeszcze nie nastąpiła. 

Kiedy ostatni raz widziałeś świnię? 

Rzadko kiedy zastanawiamy się jak wygląda przemysłowa hodowla zwierząt bo nie mamy też do niej bezpośredniego dostępu. Producenci pomagają nam pozbyć się wyrzutów, pokazując reklamy w rolach głównych z sielskimi krowami pasącymi się na łące i szczęśliwymi kurami. W masowej hodowli nie jest to możliwe. Wygodniej jest nam w to uwierzyć. Czas najwyższy spojrzeć prawdzie w oczy. Tylko czy my mamy możliwość zajrzenia zwierzęciu w oczy? W zoo świni, kurczaka i krowy przecież nie zobaczysz...A szkoda. Bo dzięki temu mielibyśmy możliwość przekonania się, że są to zwierzęta wyjątkowo mądre i miłe. Mogłoby to dać do myślenia przy podejmowaniu konsumenckich decyzji. Lwa, małpę przecież trudno byłoby nam jeść.   

Kiedyś na wsiach mieszkało się nawet ze zwierzętami, aby ogrzać się w zimie ich ciepłem. Teraz farmy otoczone są często murem, a zwierzęta hodowlane to z automatu produkt typu fast food. Moim zdaniem jest to jeden z podstawowych argumentów, by choćby ograniczyć jedzenie mięsa. Mały krok dla człowieka, a duży dla zwierząt. Jeszcze większy dla ludzkości. 

Uzupełnieniem tego argumentu będzie świetna książka - klasyk Jonathana Foera Zjadanie zwierząt. W poniższym podcaście czytam jej fragment.  

 2. Jakość mięsa

OK, możemy mieć gdzieś zwierzęta. Ale przecież nie możemy olać własnego zdrowia. Napisałam na początku, że mięso jako pokarm nie jest złe. Było ono dla ludzi źródłem przetrwania w ramach niepisanej umowy między nami i zwierzętami. Ludzie chronili zwierzęta przed drapieżcami, w zamian zwierzęta „dawały" swoją siłę do pracy, jajka, mleko i oczywiście mięso.  

Złe jest jednak to, jakim kosztem obecnie mięso powstaje i w jakiej skali. Najwięksi właściciele ferm posługują się argumentem, że zbawiają świat, bo dzięki nim ludzie na ziemi nie głodują. To nie jest prawda, bo mięso nie dociera do głodujących (W Afryce zjada się zaledwie ok. 4 kg mięso rocznie na osobę, a to właśnie na tym kontynencie ludzie umierają z głodu). Wręcz przeciwnie. Jak wspomina Foer, przy stole przyszłości zasiądą: głodni i bardzo grubi. 

Faktem jednak jest, że dziś nie mamy alternatywy produkcyjnej, która dostarczyłaby ludzkości białko w takiej ilości i za takie pieniądze jak mięso. Coraz częściej jednak pojawiają się głosy o znalezieniu złotego środka i ograniczaniu jedzenia mięsa. Bądźmy więc elastyczni! Bądźmy flexi! To też jest dobra droga. 

Skupmy się jednak na jakość mięsa. Aby było dużo i tanio, nie zawsze jest zdrowo i nie mam na myśli tutaj spożycia w dużo za dużych ilościach mięsa. 

Za miliardową produkcją trzeba jakoś nadążyć. Przykładowo, polskie mięso z roku na rok zawiera coraz więcej antybiotyków. W ciągu ostatnich kilku lat ich sprzedaż wzrosła o 30%. (źródło: raport Europejska Agencja Leków (EMA). Obecnie Główny Inspektorat Weterynarii podjął działania ograniczające zużycie antybiotyków, jednak czy rzeczywiście mamy nad tym kontrolę? Jestem sceptyczna. Jedyną pewną kontrolą jest rezygnacja z mięsa. Nawet jeśli wybielimy nieco temat i kupimy od lokalnego producenta, to...dziś nic nie jest lokalne, tylko globalne. 

Ryby

Francja z kolei namawia do rezygnacji z jedzenia ryb u kobiet w ciąży. Dlaczego? Ryby mogą zawierać metale ciężkie co może mieć zły wpływ na rozwój dziecka. Z kolei łosoś hodowlany powszechnie dostępny ma dużo mniej składników odżywczych niż łosoś dziki. Taka ryba nie ma dostępu do naturalnego pożywienia. No ale zaraz. Przecież ryby zawsze uważano za zdrową żywność i źródło tak cennych kwasów omega? Obecnie ryby na słynnej piramidzie żywienia ulokowano na równi z mięsem. Plasują się na przedostatnim poziomie piramidy. Według Kurta Oddekalva, szanowanego norweskiego działacza na rzecz ochrony środowiska, dzisiejszy łosoś hodowlany jest jednym z najbardziej toksycznych pokarmów na świecie! 

Badacz toksykologii Jerome Ruzzin potwierdził twierdzenia Oddekalva. Przebadał wiele różnych grup żywności sprzedawanych w Norwegii pod kątem toksyn, a faktycznie łosoś hodowlany zawiera ich największą ilość.Polecam obejrzeć film autorstwa Nicolasa Daniela „Fillet-Oh-Fish”, który daje do myślenia w tym temacie. 

A co z kurczakami? Wiele osób przerzuca się z twz. czerwonego mięsa na drób, sądząc, że jest zdrowszy. 

Nie wiem czy wiesz, ale rozróżnia się dwa rodzaje kurczaków: nioski i brojlery. Te pierwsze składają jajka. Ich wydajność wzrosła ponad dwukrotnie od 30 lat. Metody aby tak się stało są różne, żadne z nich nie mają nic wspólnego z poszanowaniem życia zwierząt od ich narodzin po śmierć. Męskie osobniki niosek z kolei to odpad. 250 mln ptaków rocznie się niszczy. Brojlery to mięso. W ciągu ostatnich 70 lat inżynieria genetyczna sprawiła, że osiągają dwa razy większe rozmiary w dwa razy krótszym czasie. Kiedyś brojlery żyły 20 lat, teraz zabija się je po 6 tygodniach. 

By uśpić naszą czujność i przekonać nas, że to co jemy to zdrowy kurczak, wstrzykuje się tzw. solankę. Badanie w USA zrobione przez Consumer Report dowiodło, że 10 do 30% masy mięsa kurzego i indyczego to bulion z polepszaczy smaku i woda. Więc...smacznego. 

Wirursy odzwierzęce

Wstrzeliłam się z tym artykułem w czasie kiedy szaleje koronowirus z Wuhan.  Wszystko na to wskazuje, że pochodzi z nielegalnie sprzedawanego dzikiego mięsa. Zwierzęta już wiele razy były źródłem pojawienia się groźnych wirusów (choroba wściekłych krów, afrykański pomór świń czy ptasia grypa), które są realnym zagrożeniem także dla ludzi. 

Zwierzęta przetrzymywane są w dużych skupiskach.Mięso eksportuje się na cały świat, co daje idealne warunki do rozpowszechnienia wirusowych zagrożeń no i umówmy się, nie zawsze przestrzega się sanitarnych zasad (wyobraźmy sobie zasady bezpieczeństwa na fermach gdzie znajduje się nawet 50 tys. ptaków w jednym miejscu). Być może więc tak duży procent sprzedaży w Polsce antybiotyków dla zwierząt bierze się z obaw producentów przed plajtą spowodowaną wystąpieniem potencjalnej choroby w ich stadach?  

3. Zmiana klimatu

Jeśli to co mamy na talerzu, połączymy ze zmianą klimatu to przyznaję, że pierwsze o czym można pomyśleć, że to jakaś totalna bujda. Polski kotlet i płonąca Australia? Z wierzchu faktycznie wygląda to jak jakaś teoria spiskowa. Zwłaszcza, że ten kotlet pochodzi od sprawdzonego hodowcy. Najlepiej jeszcze lokalnego, broń boże z marketu. Powinniśmy jednak wyściubić nosa poza nasz talerz i spojrzeć choćby na obecną polską zimę, a właściwie jej brak. Polski grudzień był cieplejszy od średniej temperatury o 3,7 stopnia, a styczeń o 4C. Jak ma się do tego kotlet? Ten nasz, niedzielny kotlet, albo stek i szynka z pomidorem na śniadanie, no albo kurczak? (Będzie zaraz, że tylko kotlety oberwą po głowie, a to byłoby nadużycie). 

Twierdzenie, że klimat zawsze się zmieniał, jest dużym uproszczeniem. Owszem zmieniał się, ale nie w takim tempie i to są naukowe fakty. Polecam Ci obejrzenie świetnego filmu dokumentalnego z udziałem Leonarda di Caprio, Czy czeka nas koniec? na Netflix. Aktor bowiem od wielu lat czynnie włącza się w działania na rzecz ochrony klimatu, a w filmie w ciekawy sposób wyjaśnia na czym polega i jak działa globalna, przemysłowa wioska, z której to m.in. pochodzą wspomniane kotlety. 

Krowy i ich bąki z metanu 

Czy winę za brak śniegu w Polsce faktycznie ponoszą bąki i beknięcia krów? I tak i nie. Otóż zmiany klimatu następują z powodu wielu gałęzi przemysłu. Na czarnej liście głównych emitentów CO2 do atmosfery jest przemysł wydobywczy, transport, ale przede wszystkim jest to cały proces związany z hodowlą zwierząt. Tu powstaje aż 18% wszystkich gazów cieplarnianych. Ale już same beknięcia i bąki wszystkich przeżuwaczy w sumie odpowiadają za ok. ¼ całkowitych emisji związanych z ich hodowlą.

Dopiero gdy uwzględnimy „długi cień hodowli” łącznie z wylesianiem czy produkcją paszy, pestycydów, otrzymamy źródło emisji węgla porównywalne z transportem, stanowiące wspomniane 18% całkowitych emisji gazów cieplarnianych. 

Więcej informacji na ten temat tworzonych z naukowym zacięciem, ale opisanych w przystępny sposób znajdziesz na stronie naukaoklimacie.pl. 

Na koniec tylko dodam, że zdjęcia na których jestem trzymając kawałki szynki, to oczywiście szynki wegańskie. Czy są godnym zamiennikiem tych prawdziwych? Zdam relację niebawem. 

Komentarze Disqus