Czy chrupanie uzależnia?

  • 02 Apr 2018
  • Dodane przez Marzena Michalec
  • Kuchnia

Czy zastanawiałaś się dlaczego po otwarciu paczki chrupek czy innych „cripsy” przysmaków jest taka niepisana zasada, że jak otworzę paczkę, to zjem wszystko? Podobno już samo słowo „cripsy” robi robotę, a sam dźwięk chrupania uzależnia nas na tyle, że nie możemy przestać. Dlaczego tak się dzieje?

Sprawa zainteresowała mnie osobiście ponieważ mimo, że nigdy nie byłam wielką fanką czipsów, moja druga połowa przy wieczornych seansach filmowych przemyciła ten zwyczaj i…już na samo słowo – kupimy chrupaki, oczy nam się świecą. Jakie są nasze wybory?

Ostatnio oprócz słynnych „rudkowych” prażynek pojawiły się u nas azjatyckie pałeczki i kuleczki z ciecierzycy okraszone ostrą papryką. Po przeczytaniu składu uważam, że to całkiem zdrowa przekąska, którą zaliczam do kategorii: bez wyrzutów sumienia. Przy pisaniu tego tekstu (niedziela w samo południe) właśnie „pękła” połowa paczki! Ratuję resztę osobiście by zrobić zdjęcie do tego artykułu ;).

Druga opcja, która pojawiła się przy leniwych wieczorach to słodkie SONKO wafle dla odmiany w czekoladzie, których szukam za każdym razem będąc w markecie i niestety wciąż uznaje je za towar deficytowy, co dodatkowo podkręca mi „smaka”. Czuję się jak praprzodek, który jak dorwie się do długo poszukiwanego znaleziska na półce to nie odpuści, jak nie skończy aż do ostatniego okrucha ;) Czekoladową chrupiącą opcję SONKO dodaję także do mojego „zestawu okresowego” – każda kobieta doskonale zrozumie co mam na myśli ;)

Wróćmy jednak do pytania z początku tekstu – dlaczego świat zwariował na punkcie chrupania?

Otóż droga Czytelniczko. Przekopałam Internet w poszukiwaniu odpowiedzi, która zaprowadziła mnie…miliony lat wstecz do praczłowieka i…owadów. Co ma wspólnego owad z dzisiejszymi chrupkami? Zdziwisz się, bo bardzo dużo! Za nim jeszcze człowiek odkrył ogień i mógł delektować się nowym smakiem upolowanego mięsa i do tej pory twardych bylin roślinnych, musiał radzić sobie inaczej. Aby nie paść z głodu jadł rośliny. Taki zestaw uzupełniał…owadami, które były dla niego głównym źródłem białka.

Ich chrupkość była dowodem na to, że jedzenie jest świeże, a że dodatkowo chitynowe pancerzyki strzelały w zębach przyzwyczaiły mózg na tyle, że odgłos stał się synonimem wysokiej jakości rarytasu – w wielu krajach do dziś. Osobiście tego doświadczyłam będąc w Kambodży. Na ulicach widziałam kobiety, które sprzedawały „na woreczki” smażone na oleju owady. Jak się okazało nie był to tylko turystyczny wabik, ale przysmak obecny na co dzień w domach Khmerów. Poniżej kadr z mojej wyprawy jako dowód w sprawie o której piszę.

Jak podkreśla, antropolog John S. Allen w artykule Why humans are crazy for cripsy? (przy tej okazji polecam książki tego autora, które zahaczają ciekawie i w przystępnym sposób o paleoantropologię, anatomię mózgu, obrazowanie układu nerwowego, aż po genetykę molekularną), niedocenianym elementem jedzenia jest dźwięk. Ponoć nasz mózg już na samo słowo „chrupiący” reaguje chęcią aby takie zjeść.

Istnieją inne możliwe powody dla których chrupkość może być przyjemna. W dzisiejszym  świecie chrupiące produkty spożywcze są powszechnie dostępne i silnie promowane, a jednocześnie demonizowane jako prowadzące do otyłości. Te pokarmy, a przynajmniej niektóre z nich są  złe, to oczywiste. Ale robienie czegoś złego, może być przyjemne samo w sobie. Czyż nie?

Spożywanie frytek może być przyjemne nie tylko dlatego, że dostarcza soli, tłuszczu i węglowodanów w ładnym opakowaniu, ale także z powodu dreszczyku nielegalnej przyjemności, jaką daje sprzeczna kultura żywieniowa.

Wspomniałam na początku tekstu, że nie wszystkie „chrupaki” muszą być niezdrowe i nafaszerowane tłuszczem i cukrem.  Chrupanie surowych warzyw (słodka marchewka, kalaperpka) czy owoców (np. kruche jabłka) są doskonałym zamiennikiem. Moim hitem są też chipsy z jarmużu lub już gotowe suszone buraczki od SONKO.

Tak czy inaczej nie widzę już nadziei aby uwolnić się od chrupania i po wytłumaczeniu tego zjawiska od podstaw uważam, że to przyzwyczajenie płynące w naszych genach zawsze można wykorzystać w zdrowszej i świadomej wersji.  Będzie więc wilk syty i owca cała.

Wszystkiego chrupiącego robaczki!