Co się wydarzyło w Barcelonie, nie zostanie w Barcelonie!

  • 12 Nov 2018
  • Dodane przez Marzena Michalec
  • Podróże

Wyjazd planowałam od dawna i spełniło się moje marzenie, aby w listopadzie wystartować w największym na świecie biegu kobiet Carrera de la Mujer.  Po moim piersiowym sezonie jaki z sukcesem przez cały rok organizowałyśmy wspólnie z Olą, natchnione kobiecym bieganiem postanowiłyśmy tym razem na własnej skórze poczuć tą atmosferę od strony zawodniczek.

Zapraszam na krótkie video poniżej i na dalszą relację słowem.

Mój pierwszy raz w Barcelonie, drugi w Carrera de la Mujer, a czwarty w europejskich biegach kobiet

 

W kobiecych biegach w Europie udział brałam do tej pory 4 razy: na Majorce, w Walencji, w Wiedniu i Barcelonie. Każdy z tych startów to niesamowita przygoda połączona ze zwiedzaniem i urlopowaniem. Barcelona była jednak o tyle wyjątkowa, że brało w niej udział aż 34 000 kobiet, a przede wszystkim, że Ola zdobyła tu podium! No i miejsce jak z pocztówki. Start usytuowany był na olbrzymim Placu Espanya w okolicy charakterystycznych wież weneckich, a Muzeum Narodowym Katalonii i piękną fontanną, a w środku tego różowa fala kobiet. Trasa akurat w Barcelonie miala 7,800 km.

barcelona9.jpg

Ten cykl imprez ma 8 odsłon w kilku hiszpańskich miastach – pierwsza impreza zaczyna się w Walencji w kwietniu, a ostatnia, ta największa w Barcelonie. Idea tych zawodów podobnie jak nasz rodzimy bieg, związana jest z profilaktyką raka piersi oraz zwróceniem uwagi na przemoc wobec kobiet.

barcelona2.jpg

Jak zapisać się na bieg?

Zakup pakietu startowego odbywa się jak na większości biegów w Polsce przez stronę internetową – carreradelamujer.com. Co jednak ciekawe, przed każdą imprezą masz niewiele ponad miesiąc na zapisy, bo pakiety wysprzedają się błyskawicznie! Za pakiet zapłaciłam w pierwszym terminie nieco ponad 12 euro, co w przeliczeniu na złotówki daje ok. 60 zł. Trzeba się więc liczyć z tym, że w kolejnym terminie są już droższe.

Lot i nocleg

Do Barcelony zabrałam Olę Peisert i Rudiego. Polecieliśmy liniami Wizz'er z Warszawy. Za bilet tymi tanimi liniami zapłaciliśmy ok. 300 zł w dwie strony za osobę. Zamieszkaliśmy w centrum Barcelony w Hostelu z własnym pokojem o nazwie RoomsHolaBarcelona - polecam. Poza sezonem można mieć pokój z kuchnią już za 180 zł / doba, a to korzystna oferta jak na taką lokalizacje.

34 000 kobiet odbiera pakiety...

Pakiety startowe można było odbierać przez dwa dni – od piątku do soboty w godz. 10 – 20. Jak na 34 000 zawodniczki wydawało mi się to raczej niewiele czasu. Wybrałyśmy się pierwszego dnia po odbiór naszych pakietów. Kolejka wówczas miała może z jakieś 300m. Chwile jednak po 13.00 nie zostało po niej śladu i korzystając z tej okazji bez żadnego czekania odebrałyśmy różową siatkę pełną gadżetów. Pakiet ważył ok. 2 kg i znalazłam w nim oprócz ładnej róż koszulki wiele jedzeniowych próbek, wodę, jabłko i trochę ulotek.

Biuro zawodów i kilometrowe kolejki..?

Jakie było moje zdziwienie, kiedy będąc ponownie w piątek w okolicach biura zawodów, zobaczyłam monstrualną kolejkę ciągnącą się prawie przez kilometr i wychodzącą prawie na główne skrzyżowanie Barcelony! Hiszpanki wracając z pracy skumulowały się chcąc odebrać pakiet. Nikt jednak się nie awanturował, panie rozmawiały, śmiały się, a kolejka sprawnie przesuwała się na przód. Na moje oko trzeba było w niej postać z jakieś 50 minut, ale nikomu jakoś to specjalnie nie przeszkadzało. Moja rada więc aby po pakiet przyjść w piątek między 13 a 15. Nie wiem jak sytuacja wyglądała w sobotę, ale po frekwencji na biegu i nastrojach zakładałam, że nie było wcale źle. Biuro zawodów zlokalizowano tuż przy starcie. To ogromna hala wystawowa, w której oprócz odbioru pakietów, można było odwiedzić stoiska wystawców. To co mnie zainteresowała to brak jakiekolwiek sprzedaży, więc nie szykuj się tam na zakupy. Zrobisz za to fotki polaroidem, otrzymasz płatki na mleko i pomalujesz paznokcie.

Dzień startu

Wszystkie starty tego cyklu zaczynają się wcześnie bo już o 9:00. Ola szykowała się na walkę z czołowymi zawodniczkami. Czułam, że będziemy świętować. Ola stoczyła bój z najszybszymi zawodniczkami i na 34 000 kobiet zajęła piękne 5 miejsce OPEN i 3 miejsce w kategorii wiekowej! Doleciała na metę po 31 minutach.

barcelona10.jpg

Jeśli zamierzasz się ścigać w takim tłumie, to od razu zaznaczam, że to gdzie się ustawisz przed startem ma ogromne znaczenie. Już po kilkunastu metrach od linii mety, są nikłe szanse na to, aby swobodnie biec. Ale jeśli ustawisz się na początku, ze spokojem masz gwarancję przepustowości trasy.

barcelona6.jpg

Jak biegają Hiszpanki?

Ten kobiecy tłum, to zawodniczki w różnym wieku. Od młodych dziewczyn, po uśmiechnięte seniorki, których było chyba więcej niż młodych. Dla większości uczestniczek to po prostu fiesta, chwila na spędzenie miło czasu, wsparcie ważnego celu, zabawa. Mało było tam rywalizacji, o czym może świadczyć choćby to, że po moim finiszu panie „biegły” jeszcze kolejne 2 godziny i wcale im to nie przeszkadzało. Ta impreza wiec po ok. 1h zamieniała się już właściwie w przemarsz ulicami Barcelony. Ale  to jest tu piękne, że każda znajdzie coś dla siebie, czego najlepszym dowodem jest sukces Oli i mój start, gdzie jak wspominałam, bez problemu będąc na początku stawki można swobodnie biec. Im dalej w startowy tłum, tym możliwości na bieg mniejsze…

Nie dają medali…lub chowają je w kieszeń…

Po dobiegnięciu na metę zaczęłam rozglądać się za medalem. Po biegu w Walencji wiedziałam już, że na mecie się ich nie otrzymuje. Trzeba podejść w miejsce miasteczka biegowego i tam odstać swoje w drodze po te trofeum. Kolejka nie była jeszcze zbyt długa, ale…po kolejnych 30 minutach podziwiałam już cierpliwość Hiszpanek. Tym bardziej, że medale wydawały (a każdy grawerowano przy tym nazwiskiem i datą) raptem dwie osoby (!). Na teoretycznie 34 000 zawodniczki przyznasz, że to mało?

medal.jpg

Medal jednak nie jest dla Hiszpanek czymś szczególnym i większość zawodniczek się po niego wogole nie fatyguje. To bardzo nas różni. Z doświadczenia wiem, że medal to ważny akcent podkreślający sukces zawodnika. Chodzimy w nich dumnie na piersi, fotografujemy się z nim, a tu? Nikt nie poświęca temu uwagi i ja osobiście naprawdę nie widziałam pośród tego tłumu zawodniczki z medalem na piersi. Jeśli już odstały się po niego w kolejce, to chyba po to, aby schować go za moment do kieszeni…

Tańce, koncert i hiszpański Nikodem

Fiesta po biegu trwała jeszcze kilka godzin. W centralnym punkcie na wielkim placu odbywały się wspólne tańce, śpiewanie, salsa. I znów panie w przeróżnym wieku bujały w rytm biodrami, śpiewały i celebrowały chwile. Na scenie pojawił się też „hiszpański Nikodem” – jeśli uczestniczyłaś w warszawskiej imprezie biegu kobiet – wiesz co mam na myśli. Jeśli jeszcze nie – poluj na moją imprezę w 2019, na którym będzie rozgrzewał do startu Nikodem Kotewicz ze swoją cudowną salsą!

barcel3.jpg

Dekoracja Oli – czyli cała Barcelona krzyczy (H)Ola!

Dzięki sukcesowi Oli, Hiszpanki dowiedziały się o naszej imprezie! Podczas dekoracji prowadząca opowiedziała na forum o naszym cyklu i było to naprawdę bardzo miłe. Chwilę potem Aleksandra, którą z oczywistych względów nie nazywaliśmy „Ola” odebrała statuetkę i inne nagrody choć w tym wypadku organizatorzy dali dużą plamę. Nie było tam nic ciekawego i odniosłam wrażenie, że to jakieś „zapchaj rzeczy”, w stylu bufka i koszulka.

barcel4.jpg

To chyba jedyny minus dla tej imprezy, który siłą rzeczy byłam w stanie dostrzec dzięki dekoracji Oli. Nie ma to jednak wpływu na całość wydarzenia, które jest spektakularne, organizowane bez spiny, a na najwyższym poziomie. Polecam i mam nadzieję, że będzie i Tobie dane, aby przeżyć to na własnej skórze.

¡Hola!