Polka pochwalona by Monika Florczak

  • 24 Nov 2018
  • Dodane przez Monika Florczak
  • Motywacja

Przeglądam często fora poświęcone tematyce górskiej, biegowej, podróżniczej. Regularnie biorę też udział w akcjach społecznych, co wymaga ode mnie dużej ilości scrollowania i filtrowania informacji pod każdą postacią. Ostatnio, chcąc się wreszcie spiąć z kontynuowaniem pisania swojej pierwszej książki, dużo obserwuję i staram się jeszcze więcej słuchać. I z dumą stwierdzam, że poziom wylewania na siebie jadu i zazdrości w obserwowanych przeze mnie grupach spada, zastępowany zdrowym odruchem wspierania tych, których decydują się podjąć jakieś wyzwanie. Jeszcze większa radość ogarnia mnie, gdy widzę, jak wspiera się tych, którzy robią coś po raz pierwszy, bo ci to jakiś czas temu mieli (lub jeszcze gdzieniegdzie wciąż mają) szczególnie pod górkę – bo towarzyszył im zastęp hejterów, którym włączył się tryb przestrzegacza – gnojka tudzież mistrza czarnych historii. Żeby nie było – pomiarów poziomu wsparcia czy jakichś statystyk nie prowadzę – ot, ogólne wrażenie osoby obserwującej. Jest jednak jedna sprawa, która budzi we mnie co najmniej zgniłozielone zniesmaczenie. A mianowicie – podejście do mówienia dobrze o sobie samej.

Strzelam w ciemno i myślę, że za bardzo nie chybię – chwalenie się było jedną z pierwszych rzeczy, której oduczano nas, kobiety, gdy byłyśmy jeszcze małymi dziewczynkami. A chwalić się czym było –  począwszy od pierwszej sukienki z falbanką, wygranego konkursu plastycznego, pierwszych szpilek, wygranej olimpady z matematyki, dostania się na wymarzone studia, ślubie, a na awansach zawodowych skończywszy. Ileż wtedy było emocji! Ile radości! Ile mocy i jasności, którymi promieniowałyśmy! Nic, tylko kontynuować własne „jestestwo" i promienieć jak lampka halogenowa:) Ale przecież „jesteśmy miłe i dobrze wychowane", więc chwalić nam się nie wypada. Ano właśnie...

Jak już wcześniej zostało wspomniane, mówienie dobrze o sobie i dzielenie się energią, którą dają nam nasze sukcesy i sukcesiki, jest w naszej kulturze koślawo postrzegane jako to złe chwalenie się. Będąc przy okazji jedną z pierwszych zachowań, których oducza się małe dziewczynki. I jednocześnie – jak mi wiadomo z opowieści znajomej psycholożki – jednym z pierwszych zachowań, których uczy się podczas terapii te większe dziewczynki. Trochę pokutują tu stereotypy, trochę to, że te stereotypy - potworki wciąż karmimy. Świadomie lub nieświadomie. Ale chyba największym „winowajcą” jest błędne rozumienie pojęcia chwalenia się, a w szczególności – nierozróżnianie „mówienia o sobie pozytywnych rzeczy" od „wywyższania się nad innych" oraz nadanie skromności miana „cnoty nad cnotami". O ile przechwalanie się w celu utarcia komuś nosa jest naprawdę niefajne, o tyle dzielenie się energią z własnych działań i chwalenie się tym jest super! Idzie Ci w biznesie? Brawo! Podziel się tą informacją z tymi, z którymi chcesz. Przebiegłaś 8 km? Super! Pokaż innym, jak Cię to uskrzydliło. Awansowałaś? Fantastycznie! Przekaż tę energię dalej! I - bardzo ważne – żeby przez głowę Ci nie przyszło, że kogoś zaboli jego własny mięsień dumy albo nabawi się kontuzji delikatnego ego. Fajnie jest inspirować, fajnie jest swoimi przeżyciami pozytywny przykład. Jeszcze fajniej jest dodawać otuchy komuś, przed kim jeszcze jest ten sukces, który Ty osiągnęłaś. No, a zdecydowanie najfajniej jest służyć radą i ciepłym słowem tym ambitnym, którzy w kierunku własnego sukcesu jeszcze kroczą.

Co ma to wspólnego z wywyższaniem się nad innych i pokazywaniem im, że są gorsi? Ano tyle co nic. A ile ze zdrowym motywowaniem i dopingowaniem innych własnym przykładem? Dużo. Czy dzielenie się dobrą energią płynącą z własnych osiągnięć ma na celu pogrążenie kogoś? Na pewno nie. A pokazanie, że coś jest możliwe oraz w zasięgu (co prawda spoconej) ręki i (pełnego przemyśleń) umysłu? Zdecydowanie tak! No więc dlaczego nadajemy mówieniu dobrych (i prawdziwych) rzeczy o sobie samej tak pejoratywny wydźwięk?

Swego czasu trafiłam na małą nagonkę na Facebooka jako portal, który powinien mieć nazwę „Pochwal się" i będący rzekomo miejscem dla osób, które muszą podbijać własne ego umieszczaniem postów i zdjęć dotyczących własnych przeżyć. Pewnie wśród użytkowników tego portalu społecznościowego znajdzie się jakiś odsetek użytkowników, którzy mocno uzależniają poczucie własnej wartości od reakcji innych użytkowników na publikowane treści, co jest nieco niezdrowym mechanizmem. Ale tym zdrowym mechanizmem jest wspomniane wyżej dzielenie się pozytywną energią z własnych przeżyć i sukcesów, które nijak nie wpisują się w ramy tej utartej definicji chwalenia się, a są raczej tym rodzajem chwalenia się swoimi przeżyciami, który dodaje skrzydeł tym, którzy po dane „złote runo" dopiero sięgają. Gdyby nie pozytywnie chwalące posty moich znajomych nie wiedziałabym, że możliwe jest pogodzenie ścieżki zawodowej i działalności społecznej. Nie miałabym bladego pojęcia, że da się zorganizować wyprawę na drugi koniec świata, dysponując małym budżetem. Nie byłabym świadoma, że da się przebiec półmaraton górski, mając siedzącą pracę w korporacji i natłok nadgodzin. Co więcej, przebranżowienie się byłoby poza zasięgiem moje wyobraźni. A tak widzę, że ktoś to zrobił przede mną i że to jest możliwe. Mało tego, dopingowanie osób dążących do swojego celu doładowuje własnej akumulatory energii jak mało które działania.

Fot. Weronika postanawia podróżować

Na końcu, skoro już udało nam się (mam nadzieję) odczarować trochę chwalenie się swoimi przeżyciami i mówienie o sobie dobrze można się zastanowić, skąd się wzięło tyle negatywnych emocji wokół nich. Mówienie dobrze o sobie ma swoje dwa cienie: jednemu na imię zazdrość (w odmianie negatywnej), drugiemu niskie poczucie wałasnej wartości. Te dwa cienie, w mroku których kryje się zawsze jakaś grupa osób, pojawiają się tam, gdzie ktoś jaśnieje własnym światłem, płynącym wprost z serduszka osoby niebojącej się wyzwań i pełnej pasji. I będą niestety.... zawsze :(

Dlatego życzmy sobie jak najwięcej powodów do mówienia dobrze o sobie, jak najbardziej pozytywnych przeżyć, którymi można inspirować innych, jak największej ilości okazji, by chłonąć dobrą energię płynącą z dopingowania kogoś i jak najmniej osób, które podążają za cienami: zazdrość oraz niskie poczucie własnej wartości. No i oczywiście, by zawsze znalazł się ktoś, kto będzie nas wspierał w naszych planach i realizacji marzeń :)


Fot. Weronika postanawia podróżować