Siła nawyku i społeczności

  • 23 Aug 2017
  • Dodane przez Monika Florczak
  • Motywacja

Jak nie stać nas na byleJAKOŚć, czyli o zapobieganiu rzeczy kilka…Powiedzmy to sobie szczerze - żyjemy w czasach, gdzie coraz bardziej otwarcie mówi się o rozmaitych chorobach, zagrożeniach związanych z postępem cywilizacji oraz sposobach zapobiegania rozmaitym nieszczęściom: chorobom, katastrofom ekologicznym, naruszaniu naszych praw i wolności. Można śmiało stwierdzić, że media zdążyły już użyć słowa "zapobieganie" i jego synonimów we wszystkim możliwych kontekstach, jak i odmienić je przez wszystkie możliwe przypadki. Ręka w górę, kto przynajmniej raz dziennie jest w drodze do lub z pracy, w domu czy na uczelni bombardowany hasłami w stylu "lepiej zapobiegać niż leczyć"! A teraz niech rękę w górę podniosą Ci, którym te hasła i kampanie wychodzą już bokiem! Albo Ci, którzy sądzą, że kolejna kampania informacyjna o wydźwięku prozdrowotnym czy ekologicznym nie ma sensu, bo przecież informacje są powszechnie dostępne. No cóż, dużo nas... Czy zatem takie informacyjno - demonstracyjne akcje mają sens?

Ten landrynkowy róż...

Pomiędzy bieganiem z zestawem trytytek oraz rozwieszaniem banerów podczas Biegów Kobiet a pojawiających się na facebooku postach o różowej inicjatywie, nadziałam się na kilka komentarzy o braku sensu mojego zaangażowania w tą akcję, bo przecież ubranie wściekle różowej koszulki i przebiegnięcie kilku kilometrów wraz z kilkoma setkami koleżanek nie ma żadnego związku z leczeniem.

Serio? Przypomnijcie sobie, jak uczyliście się do egzaminów czy ważnych klasówek - czy lepiej przyswajaliście wiedzę z litego tekstu albo monologu wykładowcy czy tego urozmaiconego kolorami tekstu oraz wykładów połączonych z prezentacją? Ano właśnie - mózg człowieka jest tak skonstruowany, że lepiej zapamiętuje informacje okraszone kolorkami, muzyką, animacjami itp. Co więcej, umysł automatycznie wiąże pewne kolory, kształty, elementy z pewnymi informacjami. Podobnie działa mechanizm "różowa koszulka, wściekły róż - pomyśl o zdrowiu, droga kobieto". A że sprawa zdrowia nie jest rzeczą jednorazową i wypracowanie nawyku wymaga czasu, schemat powiązania elementów z ich ukrytym przesłaniem należy powtarzać. Najlepiej w miłej atmosferze i z wartościowymi ludźmi oraz bez elementu mędrkująco - straszącego. Wtedy nasz umysł zaczyna coś akceptować jako swoje, przyjazne, a przekonanie takie podświadomie przekłada się na określone działania.

I co, dalej różowe przebieżki wydają Wam się dalekie od działań profilaktycznych?

Wszędobylska ekoofensywa

Ach, ci „zieloni”... Grupa natrętów promujących segregacje śmieci (które i tak prawdopodobnie trafią na jedno wysypisko). Oszczędzanie energii (a po co? przecież mnie stać na prąd, poza tym energooszczędne urządzenia są drogie) i chemikalia przyjazne środowisku (nooo, to już kasa w błoto - środki te słabiej działają i są droższe!). Brzmi znajomo?

W tej kwestii też duże znaczenie ma siła nawyku. Oraz efekt tłumu. Tak samo jak przy wszelkich demonstracjach i protestach z czym zresztą mieliśmy na naszych ulicach do czynienia - pewne zachowanie musi zostać powielone przez grupę ludzi, by zaczęło trybić. Pominę wałkowane powiedzenie „zmiany zacznij od siebie”, lecz chciałabym zwrócić uwagę na jedną rzecz - o wiele łatwiej jest wpływać na własne wybory niż np. na wybory sąsiada. Mieszkając w Austrii moją uwagę zwróciło tamtejsze przywiązanie do zasad mających na celu poprawę stanu środowiska z samym sposobem ich przestrzegania na czele. Nie chodzi tu o to, że propagowane sposoby redukcji odpadów i ilości stosowania chemikaliów są mało skuteczne - wcielanie pewnych schematów i nawyków w życie wymaga metody małych kroczków. Przy czym jest tu jeden „kruczek" - te kroczki muszą być wykonywane, by mogły zostać postawione następne. Zasada ta obowiązuje długoterminowo.

Dlaczego mam czelność porównać standardy Europy Zachodniej do rodzimych realiów? Porównań boi się tylko ten, komu nie chce się zmieniać na lepsze, a wskazane jest, by inspirować się rozwiązaniami, które przynoszą pozytywne efekty. Nasze pokolenie dokona określonych zmian, kolejne dokona następnych. Podobnie ma się rzecz wyższej ceny niektórych środków - to rodzaj inwestycji, kumulacji kapitału. Teraz może nie widać efektu (a bardziej czuć odpływ gotówki), ale po kilkunastu latach efekt będzie już widoczny i odczuwalny. A o konieczności zadbania o środowisko naturalne nikogo nie trzeba chyba przekonywać. To jak, kto ma ochotę postawić pierwszy „zielony” krok na ekościeżce?

Najlepsza polisa ubezpieczeniowa

Przejdźmy do kwestii bardziej namacalnych. Kto z Was oszczędza? Kto wykupuje ubezpieczenia? Kto śledzi na bieżąco trendy i wydarzenia ekonomiczne i społeczne? A kto czuje się zmęczony, słuchając kolejnej kampanii w stylu "zadbaj o swoją przyszłość"? Znowu nas dużo.

Policzcie, ile razy w ciągu miesiąca skwitujecie coś hasłem „jakoś to będzie!”. Owszem, macie rację - jakoś to będzie. Tylko, czy naprawdę chodzi nam o to, by było JAKOŚ? Czy może lepiej trzymać rękę na pulsie, śledzić zmiany i reagować na nie, by nie dać się zaskoczyć. Owszem, zdarzają się wypadki losowe, ale niestety, większość życiowych „katastrof" pochodzi od nas samym - nagła zmiana warunków w przyrodzie jest rzadkim zjawiskiem, natomiast zmiany tak naprawdę zachodzą stopniowo i nasza w tym głowa by nie obserwować biernie, tylko działać. Tak, by nie było w naszym życiu jakoś, a blisko realizacji naszych planów.

Wiecie, jaka jest najlepsza polisa ubezpieczeniowa znana od wieków? Nie mam tu na myśli nazwy firmy z tradycjami sięgającej do prehistorii. Ta polisa nazywa się przezorność i - wbrew traktowaniu jej po macoszemu przez wielu ludzi - jest najlepszym środkiem zapobiegania większość sytuacji, których wolelibyśmy nie doświadczyć. A że konsumuje trochę czas… Przeliczcie siebie (w dowolnej walucie/ barterze, po dowolnym kursie, jak Was najwygodniej) czy Was naprawdę na „jakoś-to-będzie” stać…

I co sądzicie? Czy dalej stać Was na byleJAKOŚć?