Kazbegi Marathon - wracam do Gruzji!

  • 07 Jan 2016
  • Dodane przez Marzena Michalec
  • Podróże

Ledwo co zdążyłam się rozpakować po grudniowych wojażach, a już myślami jestem ponownie na gruzińskiej ziemi. Wszystko dzięki wyzwaniu w okolicach  pięciotysięcznika Kazbeg w górach Kaukazu.  Zdecydowana i zapisana, Gruzjo więc wyczekuj ponownie! W Gruzji albo biegają obcokrajowcy alby zawodowcy. Dlatego kiedy podczas naszego wypadu wybrałam się biegać, wzrok na mnie zawieszali niemalże wszyscy przechodnie.  W Polsce tak było jeszcze z dekadę temu, kiedy bieżyłam po parku , a mijający mnie spacerowicze krzyczeli: „niech się pani tak nie odchudza!”. 

Gruzja to mimo wszystko kraj niezwykle otwarty i takie miejsce do którego chce się wracać czy to pobiegać czy to pozwiedzać, a najlepiej jedno i drugie. Dlatego we wrześniu 2016 zawitam tam już po raz 3. Z okazji wspomnianego „half marathon” właśnie.

Swoją biegową podróż w Gruzji rozpoczęłam od Batumi,  gdzie przemierzyłam na krótki rękaw tamtejszą promenadę. Pogoda wymarzona, 16C i cudowne słońce.  Wzdłuż wybrzeża podziwiałam okazałe drapacze chmur. W jednym z nich zamieszkaliśmy. Pokoje ulokowane były na dachu wieżowca, skąd rozpościerał się piękny widok na całą górską i morską stronę miasta. Sky G (znajdziesz na booking.com) kosztował nas ze śniadaniami w pokoju 2-osobowym uwaga: 260 zł za 3 doby!

Kiedy promenada mierząca w 2 strony ok. 14 km nieco się sprzykrzyła, zapakowaliśmy tyłki w marszrutkę (tak potocznie nazywany jest bus) i po 5h drogi znaleźliśmy się w sylwestrowym Tbilisi.  Milionowa aglomeracja przywitała pysznym winem i tak już zostało do rana!

Po iście wiosennej aurze z Batumi nic nie zostało. Lekki przymrozek i zawierucha nie namawiała na biegowe wyzwanie, ale…byli też i tacy obok, którzy na szczęście dawali zastrzyk motywacji. Po Tbilisi biega się cudownie przy zmierzchu i nocą! Większość budowli w centrum miasta jest oświetlona i całość wygląda naprawdę magicznie. Tym razem wspięliśmy się na szczyt, gdzie znajduje się twierdza  Narnikala. Łydeczki nieco szczypały, ale nagrodą była przepiękna panorama miasta!

Po Tbilisi i jego głównych ulicach biega się jednak ciężko. Gwar samochodowy i kierowcy nie zważający na przechodniów czynią miasto dla biegaczy mało komfortowym. Dlatego warto oddalić się nieco od centralnych arterii i swoją uwagę skierować w kierunku np. Jeziora Żółwia – Kus Tba. Aby do niego dotrzeć także trzeba liczyć się z tym, że łydka znów zapiecze.  Start zaczynamy tuż za monumentalnym pomnikiem zapewne z radzieckim czasów w parku Vake i cały czas w górę!

Kiedy już mam na swoim koncie miejskie, gruzińskie przyczółki,  warto spojrzeć na góry, które zresztą można podziwiać już na trasie z Batumi do Tbilisi. To jednak dopiero początek, tego co ma do pokazania gruzińska ziemia, bo w północnej części kraju rozpościerają się dwukrotnie wyższe niż Tatry – góry Kaukazu oddzielające Rosję od Gruzji.  Na samą myśl, kiedy we wrześniu je zobaczę, przechodzą mnie ciarki.

Jedzenie i obyczaje

Aby biegać po Gruzji trzeba mieć dużo energii.  Skąd ją czerpać? Czurczele czyli nawleczone na sznurek orzechy najczęściej włoskie oblane kisielem z wina. Taki smakus w centrum miasta kosztuję ok. 3 GEL (lari), czyli na polskie ok. 5 zł. My dzięki Irakliemu te rarytasy z najwyższej półki zakupiliśmy po niespełna 3 zł za sztukę na lokalnym bazarze.

W centrum Tbilisi mogę polecić jedną z najlepszym, a zarazem najtańszym restauracji na starym mieście z charakterystycznym napisem I Love Tbilisi przed wejściem, czynną 24h na dobę. Przez cały rok przewijają się przez nią tłumy turystów przez to na wolne miejsce trzeba zazwyczaj poczekać w kolejce. Ale naprawdę warto! Zostawicie tam ok. 40 zł za pyszny, gruziński obiad dla dwojga z wliczonym już napiwkiem, który wynosi tam 15% kwoty.  

Razem z Agatą degustowałyśmy w khinkali – pysznych pierogowych torebkach z farszem z sera lub warzywnym, wersja zapiekana lub z wody oraz khachapuri ze szpinakiem lub warzywami.

Gruzja to kraina winem płynąca więc do każdego posiłku obowiązkowa wersja „dry”.  Poza tym nie sposób wspomnieć o gruzińskiej wódce z winogron czyli sławetnej czaczy z min. 50%! Potwierdzam dla wytrwałych, ale przy pierwszych mrozach zdała rozgrzewający egzamin.

Gruzini naprawdę lubią turystów, zwłaszcza polskich, a Polki to śmiem twierdzić, wręcz ubóstwiają.  Chwila nieuwagi i masz sesję zdjęć z gruzińskich telefonów, których właściciele zagadują i ochoczo zapraszają na wino. Takiego zachowania nie ma się czego obawiać bo według mojego doświadczenia gruzińscy adoratorzy są zwyczajnie nieszkodliwi, wręcz przeciwnie, dowiesz się od nich wielu interesujących rzeczy i możesz liczyć na wszelką pomoc. Niech nikt się też nie zdziwi jak na przywitanie dostanie od Gruzinów cukierki!

Gdzie mieszkać?

W Batumi o czym wspomniałam na początku zamieszkaliśmy na dachu wieżowca w hotelu o nazwie Sky G. Widok zapierał dech w piersi, kiedy po przebudzeniu witasz niemalże całą panoramę miasta z wszystkich stron.

W Tbilisi zamieszkaliśmy u Irakliego  który gości w swoim domu obcokrajowców przy Atheni St. (ok. 6 km od uliczek na starym mieście).  Korzystając z jego gościny, macie dodatkowo możliwość poznać od podszewki tradycje i zwyczaje panujące w gruzińskich domach oraz spodziewać się miłej integracji polsko-gruzińskiej. Za pokój dla 2 osób za dzień płaci się zaledwie 20 dolarów, a warunki jak na gruzińskie realia są bardzo dobre. Możecie zabukować przez Facebook: Irakli Kikiani oraz telefonicznie/SMS: +995 568 999 040.

Kiedy jechać do Gruzji?

Tak się składa, że po raz kolejny w Gruzji goszczę w grudniu i tak naprawdę aby złapać słońce i przyjemne min. 12C wybierzcie się tam we wszystkie miesiące oprócz końcówki grudnia i stycznia – gdzie z dnia na dzień jesienna ciepła aura, może przemienić się w zimową zawieruchę.  Może ona zatrzymać wam lot, tak jak to stało się u nas. Z powodu złych warunków pogodowych, a konkretnie opadów śniegu, odwołano wszystkie loty z międzynarodowego, choć małego lotniska w Kutaisi. Nie odśnieżony pas startowy pokrzyżował plany powrotne, nie było jednak tego złego…

Ile kosztuje lot?

Do Gruzji dostaniesz się tanimi liniami WIZZER latającym do Kutaisi oraz LOT-em do Tbilisi. Nasze bilety kosztowały ok 450 zł w dwie strony, a bukowałam je z miesięcznym wyprzedzeniem na stronie wizzer.com. Można znaleźć  i lepszą cenowo okazję i do Gruzji przylecieć za  jeszcze mniej! Cała wyprawa kosztowała na osobę łącznie ok. 1000 zł za 8 dni pobytu.  I jak tu nie odwiedzać Gruzji?