Kasia Bujakiewicz: albo bieganie, albo gadanie!

  • 06 Jun 2017
  • Dodane przez Marzena Michalec
  • Motywacja

O biegowych początkach, życiu w zgodzie z naturą, randce podczas maratonu i kawie – najlepszej z olejem kokosowym, dziś w rozmowie z Kasią Bujakiewicz, aktorką i kobietą w biegu.

Ha! No takiej przygody z bieganiem jaką miała Kasia, to ja zazdroszczę i życzę wszystkim babkom, które chcą upiec przysłowiowe dwie pieczenie na jednym ogniu, tfu! Trzy pieczenie! Czyli przebiec na naturalnym dopingu – zakochaniu, maraton i to jeszcze w swoje urodziny!

Choć zaczęłyśmy naszą rozmowę od berlińskiego maratonu z 2008 roku u boku Piotra, dziś życiowego partnera Kasi, a wówczas „chłopaka - świeżaka”, to tak naprawę Kasia swoją przygodę z bieganiem, zaczęła wcześniej, bo już w szkole teatralnej. Ta forma ruchu była dla niej wówczas najbardziej dostępna, a w kolejnych latach przerodziła się w pasję i sposób na relaks. 

Kasia ma za sobą starty w zawodach, także tych dla pań. Jednym z takich wydarzeń była impreza „She run the night”, którą wyjątkowo miło wspomina.
 – Tam pachniało perfumami, a nie bengajami (uśmiech)!  – Faceci na zawodach rywalizują, przepychają się, walczą o życiówki. A panie biegną dla przyjemności i zabawy, to jest fajne, lubię to – dodaje. Kasia ma zapisaną w kalendarzu datę Biegu Kobiet Zawsze Pier(w)si w Poznaniu, 1 października więc są duże szanse, że tym razem w tym babskim, różowym biegu i ona weźmie udział.

Kasia mimo, że się nie ściga i nie walczy o życiówki, ma na swoim koncie, małe biegowe sukcesy jak choćby pierwsze miejsce w swojej kategorii „K40” na biegu na 5km. Jak sama jednak podkreśla, bieganie jest dla niej odskocznią od codzienności, chwilą wytchnienia po dniu na planie filmowym i sposobem na dobre samopoczucie. Jest zwolenniczką biegania „na miękko”, a spotkać ją można w jej rodzinnym Poznaniu w lesie Smochowickim i na Rusałce, często na 6 łap bo w towarzystwie ukochanej suni Oxy. – Dziewczyny wybiegane to dziewczyny zawsze szczęśliwe – podkreśla.

Kasia biega także „po warszawsku”. Śmieję się, że po całym dniu spędzonym na planie w Warszawie, w pełnym makijażu, przebiera się w wersję sport i śmiga w spokojniejszych miejscach stolicy. 

Z Kaśką na bieganiu nie pogadasz ;)

Nie wiem jak Ty, ale wspólnie z Kaśką łączy nas jedna cecha. Mimo, że obydwie gaduły, czas startu, często nawet też treningu, wolimy spędzać z własnymi myślami. – Nie lubię gadać, choć nie ukrywam, że często ktoś mnie zaczepia, ale wówczas asertywnie mówię: ja już nie gadam i biegnę dalej co tchu.

Bieganie to za mało!

- Dobrze, że jest Piotr – z uśmiechem stwierdza moja rozmówczyni.  – Do każdej moje aktywności podchodzi racjonalnie, jest moim osobistym trenerem i stopuje mnie, kiedy ja chcę więcej! Chodzi o spinning - uzależnienie, do jakiego Kaśka obok biegania ma ogromną słabość. – Mogłabym na tych rowerach jeździć i jeździć nawet 7 dni w tygodniu, bez wytchnienia, takie to fajne – opowiada.

Solo czy w drużynie?

W drużynie, a i owszem, jeśli mamy na myśli Drużynę Szpiku – akcję którą Kasia od lat wspiera swoją obecnością, propagując zostanie potencjalnym dawcą szpiku ratującym życie. Ale jeśli chodzi o  codzienną aktywność, wystarcza jej w zupełności własne towarzystwo. – Pracując nieustannie z ludźmi, w którymś momencie możesz być tym zmęczona. Nie mam absolutnie problemu, być ze sobą sam na sam i tak spędzać czas.

Kompleksy – są czy nie ma?

- Pewnie, że są! Choć podchodzę do nich już z pewnym dystansem! Śmiejemy się razem z Magdą Różdżką, że jako pierwsze się zestarzejemy w aktorskim światku, bo obie nie jesteśmy zwolenniczkami poprawianie urody skalpelem. Uda już zaakceptowałam, najgorzej idzie mi z trzecim brzuchem (śmiech). Widząc przed sobą fajną, seksowną babkę zapytałam: Kasia, ale tak serio? – No tak! No bo zobacz no, co to jest, po jaką cholerę mi to potrzebne. Na tych moich głodówkach musiałabym być chyba ze trzy dni, żeby to zniknęło, ale wiesz co…chyba mi się aż tak bardzo nie chce (śmiech).  Kasia przyznaje, że dojście do formy po ciąży, było dla niej nie lada wyzwaniem. Trwało to dwa lata i właściwie z efektu jest zadowolona, choć podkreśla, łatwo nie było. 

Eko freak!

Dla Kasi piątka z plusem za świadomość i jej rozwijanie u innych, zwłaszcza, że sama tak mam. Od dwóch lat Kasia nie je mięsa. Kupuje „eko” jedzenie, a na zagranicznych wycieczkach zawsze lądują w restauracji ze zdrowym jedzeniem. Choć w Stanach, wcale nie było to aż takie proste, bo jak wspomina tą rodzinną wyprawę, tam na każdym kroku fastfood i wszyscy walą drzwiami i oknami do „maka”!  U nas jak jajka to tylko od kurek zielononóżek, jak warzywa to od sprawdzonego dostawcy – podkreśla. Twoje Słabości? - No pewnie, że są! To lody, ale też staram się jeśli już – stawiać na „eko”.

Aktorka praktykuje głodówki. No przecież jak by ktoś nie zjadł przez 24 godziny, to się przecież nic nie stanie! Kasia zazwyczaj nie je śniadań. Na plan zdjęciowy wychodzi jednak zawsze z termosem z herbatą i kawą. I tu kolejny temat ciekawy z przepisem w tle nam  się pojawił – kawa z olejem kokosowym z pianką!

Uzależnienie od białej kawy z mlekiem powinni koniecznie spróbować! Wystarczy do kawy dodać łyżkę oleju kokosowego, zmiksować i gotowe. Pożywne, energetyczne i nie czujesz głodu przez długi czas, a przy tym nie chce się spać, jak po spożyciu obiadowych węglowodanów.

„Bebzol” rak piersi i babcia

Rak jest wszędzie, czyha w oddali, pojawia się, dopada  niepostrzeżenie. Kasia też miała historię w tle z rakiem w swoim najbliższym otoczeniu , a także za sprawą jej wieloletniego już zaangażowania w Drużynę Szpiku. To budzi u niej świadomość profilaktyki.

- Jak byłam w ciąży zachorowała moja serdeczna koleżanka. Najpierw lekarz nie zauważył guza w jej piersi, potem drugi powiedział, że jest za młoda na raka, aż w końcu okazało się, że ma złośliwego raka piersi – wspomina aktorka. - Dziś jest „czysta”, bo trafiła ostatecznie pod rzetelną, lekarską opieką.  Aktorka wspierała dzielnie koleżankę, razem były dla siebie ostoją:  - ja z „bebzolem” w ciąży, ona po chemii, ale dawałyśmy radę i nie odpuszczałyśmy dynamicznych spacerów – wspomina. W rodzinie Kasi, jej babcia także chorowała na raka piersi. Na szczęście tu także wszystko dobrze się skończyło, a babcia szczęśliwie dożyła aż 94 lat.

- Babcia zawsze powtarzała, jak jeszcze za wiele się o tym nie mówiło, chodź do lekarza, badaj się, jesteś kobietą, dzięki temu ten nawyk został mi do dziś. To już tradycja, że wspólnie na „zajączka” całą rodziną wykonujemy badania profilaktyczne: krew, tarczyca, markery, ja dodatkowo USG. Nawyk to słowo klucz. Bo świadomości do tego przyzwyczajenia niestety wciąż brakuje w naszym społeczeństwie. Obie z Kasią zastanowiłyśmy się dlaczego tak się dzieje?

- Wiesz, jest kilka typów kobiet: jedne, to typowe matki – polki, które o sobie myślą na samym końcu, a często też pół żartem powtarzają „na coś trzeba umrzeć”. To bardzo złe podejście. Inne kobiety wolą latać po galeriach, aby potem stwierdzić, nie mam kasy na lekarza. Trzecie i mam nadzieję, że tych jest najwięcej, coraz częściej troszczą się o swoje zdrowie, mówią o tym, rozmawiają i się w tym wspierają.  Dla mnie troską jest także onkolopisa, czyli ubezpieczenie na wypadek zachorowania na raka piersi. Wspieram, popieram, jest do dla mnie forma profilaktyki.

Dziękuję za rozmowę.

Fotografia: Jakub Rebelski