Jak jej rak cofa się wspak

  • 16 Aug 2017
  • Dodane przez Marzena Michalec
  • Motywacja

Długie, piękne  czarne włosy jeszcze do niedawna były jej cechą charakterystyczną.  Dziś na jej głowie pojawia się nareszcie krótki włos, a ona sama niecierpliwie czeka na kolejną sesję zdjęciowa, aby upamiętnić ten całkiem fajny image. Choć jej walka trwa, nie opuszcza jej życiowy optymizm, którego kolejne pokłady znajduje w swojej aktywności.  Poznajcie Anię Wyzuj prowadzącą bloga: zabieganyrak.pl, z którą rozmawiałam dziś między innymi o tym skąd czerpać siłę by jak prawdziwy rak potrafić biec także wspak?

W styczniu Ania przez przypadek odnajduję swoją „noworoczną niespodziankę”. Porządne zgrubienia prawej piersi nie daje jej już zasnąć. Krząta się po domu, dzieli się informacją ze swoim mężem.  Nie panikuje i ze stoickim spokojem odwiedza ginekologa, który w USG ogląda jej zmianę. Spokój się skończył, chwilę niepewności zaczęły targać zarówno nią jak i ginekologa, który wprost mówi: proszę czym prędzej udać się do onkologa, ten guz nie ma konturu. 

Ania przyznaje, że w pewnej sferze zaniedbała swoje zdrowie. Nie sądziła, jak zresztą wiele kobiet, że rak może zapukać także do niej. Wcześniej się nie badałam. Uważałam, że  jestem za młoda, w dobrej kondycji no i klasyk: "że mnie to nie dotyczy". Dziś wiem, jak bardzo się myliłam. To może dopaść naprawdę każdą z nas, w każdym wieku!Dlatego tak ważna jest kontrola, niech to stanie się naszym nawykiem.

Pierwsze chwile z „obcym” nie zabrały jej jednak motywacji, aby stawić mu dzielnie czoła. Kiedy tylko na konsylium lekarskim przedstawiono jej plan walki, podjęła ryzyko i poczuła, że ma porządną artylerie w swojej głowie, którą zamierza użyć.  Dwa razy kapitulowała, aby podnieść się i znów stanąć dzielnie do walki, mimo, że liczby na jej wynikach dawały jej co najwyżej 18 miesięcy życia.

Mama Ani zmarła na białaczkę, kiedy ta miała 11 lat.  Przyszła do niej we śnie, chwilę przed tym jak Ania wykryła u siebie guzy, aby dodać jej otuchy.  W wieku 37 lat Ania dowiaduje się, że ma złośliwego raka piersi z dużym prawdopodobieństwem przerzutów, zresztą już się „przerzuciło”, bo w węźle chłonnym pod pachą się coś znalazło. Tymczasem lekarze działają szybko, przepisują chemię najpierw czerwoną potem białą. Ania jednak postanowiła skupić się także na innych metodach: zioła, aktywności, praca, pasje. Po niecałych dwóch tygodniach od cyklu wlewów Ania ze swoją paczką włazi na Rysy. Cel -  zostawić na szczycie swój biustonosz pisząc przewrotnie na swoim blogu: nie szukajcie mojego stanika, dobrze schowałam. Teraz mam powód i muszę tam po coś wrócić!

Co daje siłę, aby walczyć z chorobą? Ania podkreśliła, że w zasadzie odkąd jest chora, wszystko co sobie zaplanuje, wymarzy spełnia się i realizuje.  Opuścił  ją także strach i lęk przed śmiercią. Czuje się silna.

Dla „zabieganego raka” nie ma czasu na stagnację i użalanie się nad sobą! Anka mówi wprost: to choroba jak każda inna, trzeba stawić jej czoła, pochorować i wyjść z tego cało.  Ania dużo czasu poświęca na rozwój osobisty i zagląda do swojej podświadomości. Uważa, że jej wewnętrzna moc sprawcza nad jaką pracuje, dziś doprowadziła do tego, że wszystko się udaje i znikają nawet guzy na zdjęciu USG!

Ania przeszła chemioterapię. Za nią ta czerwona i biała. Gdyby wiedziała  z jakimi trudnościami, osłabieniem i dewastacją organizmu się to wiążę, nie jest przekonana czy podjęłaby się tego raz jeszcze. To były ciężkie chwile, gdzie dwukrotnie czułam, że jestem bliska przejścia na „drugą stronę”. Ani nerki odmówiły posłuszeństwa, chemia okazała się być dla jej organizmu mocno uczulająca. Nie poddała się, choć były momenty, kiedy myślała, aby dać sobie ze sobą spokój, aby tylko nie bolało… 

Pośród wielu chorujących w szpitalu była jedną z tych osób, które w tym nieszczęściu starały się znaleźć życiowy optymizm. Unikałam szpitalnych poczekalni, nie chciałam aby dochodziły do mnie narzekactwo innych osób, broniłam się przed tym, nie chciałam aby coś dodatkowo ciągnęło mnie dół. Potrzebowałam przecież wsparcia, na jakie mogłam na szczęście liczyć u moich najbliższych.

Mimo wielkiego osłabienia organizmu, a przy tym wielu „cudów”, z jakimi miała do czynienia przez chemię, (np. czarne kropki pod paznokciami czy zaburzenie czucia ciepła i zimna, nie wspominając już o mdłościach i nietolerowaniu jakichkolwiek zapachów) postanowiła, że będzie czerpać garściami z życia!

Ania wciąż pracuje, stara się być aktywną, znów wróciła do offroad’u i jazdy  swoją wymarzoną terenówką.  Z bieganiem zaprzyjaźniła się pięć lat temu i od tego czasu ma za sobą starty w zawodach, też te drużynowe i ekstremalne.  Wszystko na to wskazuje, że zobaczymy się z nią na biegu kobiet w Poznaniu. Tymczasem przekazuję Wam od Ani pozytywną energię prosząc i Was drogie czytelniczki o wsparcie i gest solidarności.

Dziś Ania jest już w szpitalu, aby przejść pierwszą operację usunięcia piersi wraz z węzłami. Za jakiś czas pod nóż pójdzie druga, potem jajniki.  Po badaniach genetycznych okazało się bowiem, że ma mutację genu BRC1 z czym wiążę się wysokie bo ponad 80-90% ryzyko zachorowania na kolejne kobiece nowotwory. Czas się z jednym pożegnać, aby przywitać nowe – mówi dzielnie Anka, twardzielka, która udowadnia, że niemożliwe nie istnieje!