Biegowa nuda? Jest sposób!

  • 11 Aug 2017
  • Dodane przez Monika Florczak
  • Motywacja

Przywołajmy tę scenkę, której częścią chyba każdy biegacz stał się chociaż raz w swoim biegowym życiu. Ze szczerym zamiarem pokonania iluśtam kilometrów, z duchem bieżni w sercu oraz asicsami na stopach przemierzasz pierwsze odcinki zaplanowanej trasy. Na początku jest pięknie – wiatr we włosach, krew krążąca szybciej w żyłach, mijane po kolei drzewa wzdłuż ścieżki, cisza, spokój i cała reszta biegowego inwentarza. W pewnym momencie ni stąd ni z owąd rozbrzmiewa niecierpliwe pytanie: daleko jeszcze?!!! Oglądasz się za siebie w poszukiwaniu jakiegoś klikulatka, który wydaje się być znudzony przymusową wycieczką i pewnie gdzieś się tu pałęta niedaleko. Z tym, że mistrzem „daleko jeszcze?!” nie jest w tym momencie kilkulatek, ale zniecierpliwiony umysł biegaczki. Biegaczki, która właśnie poczuła „ściankę” na swojej ścieżce. Czy to możliwe, że bieganie zwyczajnie Ci się znudziło?

Biegać każdy może?

Żeby nikt nie posądził mnie o zakładanie sekty zwanej „bieganizmem” -  może się po kilku sesjach okazać, że bieganie Ci poprostu nie przypadło do gustu. Ściślej – nie przypadło do gustu tak, by regularnie oddawać się przebieżkom dłuższym lub krótszym i po kilkudziesięciu krokach zderzasz się z kapryśną panną Nudą demotywujących Cię na treningach. Ok, zaciskasz zęby i biegasz w miarę regularnie, zachęcając się faktem, że przecież ruszyłaś cztery litery z kanapy, że zdrowie, że ładna figura, że moda ... Bieganie to piękna sprawa, ale nie warto, by „piękna sprawa” kojarzyła Ci się z frustracją i przykrym obowiązkiem na równi z układaniem skarpetek w pary, który trzeba „odfajkować”. Owszem - chwała Ci za to, że chcesz się zmieniać na lepsze! Serio – wielu ludzi nie stać na zdobycie się na zmiany w życiu, przynajmniej te prowadzące ku pozytywnym efektom. Czy jednak zmiany te muszą wiązać się z mocnym zaciskaniem zębów? I tak, i nie.

Gra w zielone

Przyznam się bez bicia – moje biegowe początki były opłakane, dopiero po kilku miesiącach, kiedy podstępem zwabiono mnie na wycieczkę biegową (no dobra, nie podstępem, lecz naleśnikiem w pewnym magicznym miejscu w Izerach), odkryłam, że najzwyczajniej nudzi mnie nie tyle bieganie, ale bieganie w kółko na bieżni lub między blokami. Nie, bo nie, i tyle. Mistrzynią sprintów też nie zostanę, bo pisane mi są długie trasy, gdzie mogę spokojnie oddawać się kontemplacji przy umiarkowanym tempie. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy biegacz ma regularny dostęp do łąk czy lasów, ale park jest praktycznie w każdej miejscowości i warto z niego skorzystać. I koniecznie regularnie zmieniać trasy biegu, żeby było ciekawiej. Bo przecież mamy sobie życie uprzyjemniać, prawda?

Piękny umysł

Jeśli panna Nuda nie daje Ci spokoju nawet w piękniejszych okolicznościach przyrody, warto zadbać o tę małą fabryczkę myśli w Twojej głowie. Wiem, że aż się prosi o napisanie, by wyłączyć się podczas biegania i skoncentrować na stawianych biegowych krokach, ale dochodzenie do tego poziomu to wyższa szkoła jazdy – przynajmniej dla mnie, osoby, która ma głowę pełną nowych pomysłów. Zanim nauczyłam się wyciszać w biegu, myślałam podczas treningów o niedokończonych zadaniach w pracy, obowiązkach na uczelni, rzeczach do posprzątania w domu. Słowem – rzeczach nie do końca przyjemnych. Jako że zapewnie nie jesteś mnichem tybetańskim, który opanował sztukę uwalniania umysłu od myśli, polecam koncentrowanie się na najbliższym otoczeniu podczas biegu: kolory na niebie, zmieniające się w zależności od pory roku liście drzew, refleksy światła słonecznego... Albo – jak ja to pieszczotliwie nazywam – zabawa w „biegowe przedszkole”: maksimum koncentracji na technice biegu. Tak jakbyś uczyła się nowego tańca: układ korpusu, praca rąk, nóg i tak dalej. Można się wspomóc ulubioną muzyką – łatwiej wtedy utrzymać tempo biegu, a krok jest bardziej regularny.

A może na 6 łap?

O tym, że psiaki to ukochani towarzysze codzienności, przekonał się już każdy, kto choć raz mieszkał pod jednym dachem z sympatycznym czterołapem. Tymczasem posiadają one kolejną supermoc – są doskonałymi trenerami biegowymi. Co prawda te najmniejsze maluchy nie marzą o dystansach maratońskich, ale średniej wielkości pies powinien sobie poradzić z kilkukilometrową przebieżką. Nieocenioną zaletą czworonogów jest to, że w magiczny sposób potrafią z nas wydobyć te najlepsze cechy, w tym zmusić do wysiłku fizycznego. Nie wspominając już o przymusowym urozmaicaniu treningu: a to o rzut piłką, a to lekki sprint w kierunku czegoś ciekawego (z punktu widzenia naszego czworonoga oczywiście). Można też pieska „pożyczyć” od znajomych, których zwierzak cierpi na nadmiar energii (i znajomi, i pies będą Ci dozgonnie wdzięczni – ci pierwsi za uratowanie ich lokum przed minidemolką, ten drugi po prostu za „spacerek”). Na nieznanych terenach polecam jednak nieuleganie magii „ziem nowo odkrytych” i prowadzenie psa na smyczy. Szorowanie psa kolegi po tym, jak futrzak wytarzał się w resztkach jakiegoś zwierzęcia, trafiło na listę biegowych koszmarów.

Bieganie niejedno ma imię

Sposobów na walki z panną nudą nie zliczę. Znam osobiście osobę, która „w biegu” powtarzała materiał na egzaminy, chcąc połączyć przyjemne z pożytecznym. Nie ukrywajmy – miło się robi, jak kolejna biegaczka prezentuje swój wynik, ale tak naprawdę rzeczą, która urzeka mnie w bieganiu jest to, gdy kolejna osoba z umiarkowanie ułańską fantazją mówi sobie „co? Ja nie dam rady?!” i pokonuje kolejne słabości, odkrywając przy okazji ogrom zalet biegania. Albo poznaje wspaniałych biegaczy, którzy dodatkowo motywują ją do zmian ku lepszemu. Albo uczy się odcinać od problemów rzeczywistości – w dzisiejszych czasach to umiejętność na wagę złota! Tak więc życzmy sobie, żeby pokłady kreatywności w nas się niegdy nie wyczerpały, a duch biegacza nie umarł.

A Wy? Co Was nakręca podczas biegania?