261 Women’s Marathon – relacja słońcem pisana

  • 11 Apr 2016
  • Dodane przez Marzena Michalec
  • Podróże

Udało się być i wziąć udział w 3 edycji niesamowitego wydarzenia. A że kobietom dedykowane – nie mogło mnie tu zabraknąć.  261 Women’s Marathon bo o tym mowa rozgościł się na dobre w moim kalendarzu i już zapowiadam, że Majorkę  z tego powodu odwiedzam za rok!

A wszystko dzięki Kathrine Switzer

To pierwsza kobieta na świecie, która w roku 1967 wystartowała w maratonie bostońskim. Mimo przeszkód (organizator chciał siłą usunąć ją z trasy) dobiegła na metę.  Po kilku latach, kobiety dopuszczono do startu w zawodach.  Jej osoba przyczyniła się w dużej mierze do zmian na dobre, a Kathrine po dziś dzień angażuje się sportowo i działa na rzecz praw kobiet w sporcie, promuje wśród nich bieganie.

Nr 261

Maratonka wystartowała w Bostonie ze sławetnym już nr 261, od którego powstała nazwa imprez biegowych dla kobiet na całym świecie z przypisaną  ideą.  261 Women’s Marathon odbywa się m.in. na Filipinach, w Brazylii i na Majorce – tu po raz trzeci.

Zapisy, lot, hostel - gdzie i za ile?

Zapisałam się na bieg pod koniec lutego przez stronę: www.261wm.com.  Opłata startowa w drugim terminie wyniosła 43 euro.  W pakiecie startowym znalazłam balsam, mini błyszczyk do ciała i cień do powiek, plasterki oraz dobrej jakości koszulkę. Do tego oczywiście nr startowy i pomiar czasu  -liczony  takim samym systemem co na moich biegach kobiet – czipem zwrotnym. Wszystko to w podręcznej torbie, którą z pewnością jeszcze nie raz zarzucę na ramię.

W dniu przylotu na Majorkę przywitał nas siarczysty deszcz. Przez chwilę, wyglądając przez okno samolotu pomyślała, że chyba pilot wylądował nie w tym miejscu co powinien.  Pochmurna aura unosiła się nad Palma de Mallorca do godzin popołudniowych. Około godz. 18 wiatr przegonił chmury i nie zostało po nich nawet śladu.  I tak przez kolejne dni mojego pobytu…

Zatrzymaliśmy się tym razem w hostelu Terramar .  Za dobę płacimy 40 euro za pokój dla 2 osób. Jak na czas weekendu i prawie centrum stolicy to jedna z tańszych opcji.  Warunki dla mniej wymagających bardzo dobre, no ale umówmy się przyjechałam tu pobiegać, a nie wylegiwać się w „gwiazdkach”. Jest dosyć sprawnie działające wi-fi, aneks kuchenny i słoneczne patio z pięknymi kwiatami. Bo Majorka jest zielona i widać, że tubylcy zaczęli doceniać  właśnie takie otoczenie blisko siebie.  

Start prawie idealny?

Na kilka dni przed zawodami folgowałam sobie z jedzeniem. Jadłam więcej, bo wiedziałam, że w moim wypadku ma to spore znaczenie.  W Palmie, na 2 dni przed startem zajadałam się już tylko pysznymi makaronami. Cel jaki sobie założyłam w tych zawodach to przebiec półmaraton w 2h. I prawie się udało. Mój czas netto to 2:01:56. Byłam 88 zawodniczką na mecie z 224 pań. Nr 1 tego dystansu była Nuria Fernandez Dominguez (1:17:15!!!).

Do 17 kilometra trzymałam się dobrego tempa i zgodnie z założeniem biegłam średnio 5:40 minut na kilometr. Miałam energię, nie było mowy o kryzysie, nogi niosły mnie idealnie! No i bach! Od 19 kilometra miałam poważny kryzys. Wszystko zmieniło się o 180 stopni. Straciłam cenne minuty na ostatniej prostej, choć na metę jak zwykle w moim wydaniu wbiegłam w iście sprinterskim stylu.  Będzie co poprawiać.  Tak czy inaczej, to moja życiówka i bardzi się z niej cieszę! W nagrodę otrzymałam pamiątkowy wisiorek i kwiatka.

Pogoda jak na start na Majorce cudowna. Start wczesny, bo o 9:00, ale było to świadome posunięcie, a niedzielne, poranne słońce było nader leniwe.  Od południa jednak na niebie nie było już żadnej chmury.

Trasa – łatwa czy trudna?

Nie jest specjalnie wymagająca. Półmaraton to 2 pętle po głównej ulicy Palmy. Pojawiają się odcinki z lekkimi podbiegami, ale patrząc na moje rodzime górzyste i wymagające tereny, powiedzmy, że nie zwróciłam na nie uwagi.  Przez 14 kilometrów towarzyszyła mi sympatyczna Hiszpanka, z którą z uśmiechem, w biegu pozowałyśmy do zdjęć. Biegłyśmy wspólnie. Od 15 kilometra nabrałam jednak wiatru w żagle i pognałam dalej co tchu. Na trasie animuszu dodawali kibice, a wśród nich także turyści robiący zdjęcia z hotelowych balkonów i mój dzielny fotograf.  Energi dodawali  też grające na bębnach zespoły. Ich dudnienie było słychać w oddali kilku kilometrów!

261 Womens Marhaton a Bieg Kobiet Zawsze pier(w)si

Wracam do Polski z wieloma inspiracjami, które wykorzystam na biegach kobiet we Wrocławiu, Gdyni i Poznaniu.  A kto wie, może gdzieś jeszcz…Nie ukrywam, że patrzyłam na ręce organizatorom, zaglądałam na "backstage", zadawałam pytania.  Taka wymiana doświadczeń nie tylko na polu samego startu, ale i organizacji z pewnością się przyda, zwłaszcza jeśli chodzi o imprezę dedykowaną właśnie kobietom.   

Zaskoczyła mnie jednak frekwencja tej imprezy, która moim zdaniem ma niesamowite możliwości pod względem ilości uczestniczek.  W tym roku wystartowało na dystansach: 10km, półmaratonu i maratonu łącznie 1065 kobiet.  

  • 10 km – 770 zawodniczek
  • 21 km – 224 zawodniczek
  • 42 km – 71 zawodniczek

Największą startującą narodowością były oczywiście Hiszpanki. Wiele było także Niemek i Brytyjek. Ile było Polek? Na pewno 2, w tym ja. Na inne nie natrafiłam, a gapa nie zapytałam o to organizatora.

Kobiety i priorytety

Najważniejszą sprawą było jednak uczestniczenie w kobiecym biegu. Z uwagi, że takie organizuję, nie miałam jeszcze okazji  w nich uczestniczyć jako zawodniczka. Teraz już wiem, że klimat jest niesamowity, kobiety potrafią się wspierać, fantastycznie dopingować i jest kolorowo! A jeśli do tego całość  podszyta jest szczytną ideą – po prostu trzeba być i biec! Czasem nie dla rekordu, ale dla samej przyjemności! I nie koniecznie musisz lecieć na Majorkę, ale to już wiesz.