Jak skupić się na działaniu?

  • 10 Oct 2017
  • Dodane przez Marzena Michalec

Intensywność mojej pracy szczególnie w październiku daje mi się we znaki i jest to czas sprawdzenia się na wielu płaszczyznach. Z jednej strony jestem organizatorem imprez biegowych, z drugiej liderem zespołu, z trzeciej tworzę i zarządzam kampaniami dla firm, a z czwartej co miesiąc ściga mnie na dokładkę biuro księgowe z rozliczeniami za cały miesiąc. W tych kilku słowach można stwierdzić, że w sumie nie jest jeszcze tak źle z tymi obowiązkami, wyliczone, poukładane i ładnie nazwane. Rzeczywistość jednak nie jest już tak różowa jak na większości zdjęć z biegów kobiet. Zdarzają się sytuacje, które są dla mnie wyzwaniem i próbą sił w radzeniu sobie z wieloma nieprzewidzianymi problemami. Im więcej robisz, tym więcej błędów popełniasz, grunt, aby wyciągać wnioski i chwytać jak wiatr w żagle bezcenne z tego doświadczenia.  

Sztuka zarządzania czasem  

Z jakieś trzy lata temu mój życiowy dziś partner powiedział, że nie powinniśmy bać się braku zleceń, tylko braku czasu. Wydawało mi się wówczas to strasznie naiwne co mówi i z przekąsem odpowiedziałam mu, że ja przecież mogę pracować całymi dniami i na pewno damy radę bo jestem przecież bardzo pracowita - wierzyłam wtedy mocno, że doba faktycznie jest gumy.

Dziś już wiem, że to co najcenniejsze w prowadzeniu firmy, ale i w pracy na etacie czy w korporacji, to CZAS, a nie PIENIĄDZE. Tego na rynku wciąż jest mało – a pieniędzy? Całe mnóstwo! Wszystko to z powodu rozwoju technologii - większość nie nadąża za postępem, Ci co ogarniają technologie, nie mają czasu wdrażać kolejnych osób i tak mamy kłopot, który od dłuższego czasu widoczny jest także w mojej firmie.

Z kwiatka na kwiatek

Ile masz otwartych zakładek na swoim pracowniczym komputerze? Ile razy zaglądasz na Messenger, FB i inne media w czasie swojej pracy? Ile razy odbierasz telefon? A wiesz, że każde odciągnięcie od danego zadania, kosztuje Cię trzy razy więcej czasu, aby znów do niego powrócić?

Tydzień temu zepsuła mi się ładowarka do iphon’a. Telefon padł. Przez pierwsze chwile czułam się jak bym straciła kontrolę nad swoim życiem, wpadłam nawet w lekką panikę! Jednak po zakup nowej ładowarki poszłam dopiero pod koniec dnia doceniając ciszę i brak rozpraszacza. 

Co dzień zaczynam pracę od wypisaniu sobie zadań na dany dzień. Żółte, elektroniczne karteczki zdobią mój pulpit. A najbardziej lubię jeden po drugim wykreślać z nich to, co zostało już zrobione. Dzięki temu krok po kroku posuwam się realnie na przód. Każdy z nas przecież chce widzieć efekty swojej pracy, nawet te najmniejsze.

Wiele razy łapałam się na tym, że odpisując na danego e-maila, hop w jednej chwili znajdywałam się na Facebook’u. Jakoś tak poza własną świadomością, ale wygrałam z tym. Na FB jestem wtedy, kiedy to ja świadomie zdecyduję i wtedy kiedy wyznaczę sobie właściwy na to czas.

Kończę co zaczęłam

Zmora większości z nas! Nie potrafimy kończyć tego co zaczęliśmy. Oddalamy termin realizacji zadania, potem zapominamy o co w nim chodziło.  Nie mamy nawyku podsumowań i lubimy bardzo robić rzeczy „po łebkach” lub po najniższej linii oporu. A to przecież zawsze obraca się przeciwko nam! Dążenie do perfekcji jest oczywiście kwestią pewnego nawyku i tak naprawdę naszą osobistą wizytówką, choć czasem możemy nie zdawać sobie z tego sprawy.

Nie jestem zwolennikiem robienia czegoś na siłę. Jedni dobrze sobie radzą w pracy biurowej, innych energia nosi i tworzą – i to właśnie ja.  Są pewne obowiązki, z których muszę się wywiązać, ale nie lubię ich robić, np. załatwianie wszelkich spraw urzędowych. Postanowiłam więc, że będę zlecać to moim współpracownikom i od dłuższego czasu, to co nie jest moją mocną stroną przekazuję innym. Nie boję się tak jak kiedyś zlecać zadań, ale oczywiście staram się nimi zarządzać i mieć nad nimi kontrolę.

Na początku mojej przygody z organizowaniem imprez biegowych, postanowiłam że od A do Z moja firma składająca się wówczas z dwójki osób – „świeżynek z branży”  zajmie się wszystkim. I tak kupiliśmy sobie sprzęt do pomiaru czasu, zajęliśmy się promocją, marketingiem, obsługą biura zawodów i każdym innym aspektem.  Bieg okazał się klapą. Czas nie został policzony (nie wiadomo, co nie zadziałało), biuro zawodów nie wydoliło, a ja zapłakana jechałam  wówczas do Karpacza tego samego dnia, aby poprowadzić spotkanie autorskie z Beatą Tadlą.  Zawsze jak widać lubiłam dużo robić, ale powtórzę raz jeszcze:  nie jesteśmy w stanie zajmować się wszystkim. W którymś momencie to obróci się przeciwko Tobie lub zwyczajnie nie rozwiniesz skrzydeł i będziesz stał przez kolejne długie lata w tym samym miejscu w którym jesteś. A przecież nie o to chodzi, prawda?

Organizowanie imprez to jak wspomniałam jedno z moich działań, jakie realizuję w ramach mojej fundacji „W biegu”. Za mną realizacja 6 z 7 imprez biegowym.  Przede mną i przed moim zespołem jeszcze jedno wydarzenie zamykające cykl różowych imprez czyli Bieg Kobiet Zawsze Pier(w)si w Warszawie.  Wszystkie imprezy z mojej perspektywy, ale też perspektywy samych uczestników należą do bardzo udanych. Uczę się. Wyciągam wnioski, jestem otwarta na współpracę, szanuję czas i pracę mojego zespołu i przede wszystkim nie wątpię nigdy w to co robię!

Skąd czerpie energię? Od ludzi, którym coś daje, ale też od których czerpię radość i którzy nadają sens temu co robię. A ostatnio dla odskoczni oglądam Dziennik Bridget Jones trzymając w ręku ciepłą herbatę lub czytam Wysokie Obcasy, których jestem stałą czytelniczką no i biegam! Bez tego ani rusz!