Dlaczego jeleń nie polubi świąt?

  • 10 Dec 2017
  • Dodane przez Marzena Michalec
  • Zdrowie

Grudzień to jeden z tych miesięcy w roku, kiedy statystycznie jemy znacznie więcej kalorii. Związane jest to ze świątecznym pichceniem, nowym rokiem, spotkaniami rodzinnymi. Przymykamy oko na kaloryczność ciesząc podniebienie z licznych smakowideł. Ale czy nie jest tak, że zimą nasz organizm faktycznie potrzebuje więcej kalorii i tłuszczu aby się ogrzać i obronić przed wychłodzenie?

Inspiracją do rozwinięcia tego tematu była fantastyczna książka Petera Wohlleben’a pt. Duchowe życie zwierząt opisująca w niezwykle frapujący sposób życie owadów, po ssaki, ptaki i inne stworzenia. Jak niewiele wiemy o zwierzętach – taka myśl pojawiła mi się w głowie, kiedy co rozdział dowiadywałam się zaskakujących historii z życia zwierząt poznając ich inteligencję i sposób na przetrwanie.  

Zima dla zwierzaków jest wyzwaniem i czasem selekcji słabszych osobników. Wiewiórka, która nie znajdzie zakopanych jesienią skarbów w swojej spiżarce umiera z głodu. Jeż, który przebudzi się ze stanu hibernacji jeśli temperatura wzrośnie do +6C zaczyna tracić więcej energii i zagraża to jego życiu. Jeleń zimą także jest mniej aktywny, ucina sobie drzemki w ciągu dnia ograniczając podobnie jak jeże zużycie tkanki tłuszczowej. Metabolizm wielu zwierząt zwalnia, zwalnia też bicie ich serca, oddech, wszystko po to, aby wydatek energetyczny był jak najmniejszy.

Dlaczego zimą umierają jelenie?

Zdziwisz się, ale powód jest zaskakujący - przez dokarmianie przez ludzi! Jego największym wydatkiem energetycznym zimą jest trawienie, a że nie za wiele je o tej porze roku z braku pożywienia bilans się zgadza - je niewiele = trawi niewiele. Kiedy jednak jelenie są dokarmiane przez ludzi ich przemiana materii wzrasta i napchane po uszy zwierzęta zużywają tak cenną energię właśnie na trawienie. I kiedy pokarmu zaczyna brakować, jelenie nie mają zapasów aby przetrwać resztę zimy!

Człowiek podobnie jak jelenie jest stałocieplny. Za dawnych czasów, na przyjście zimy musiał się solidnie przygotować i jest wielce prawdopodobne, że był mniej aktywny, więcej spał oszczędzając przy tym tak ceną energię pochodzącą z tkanki tłuszczowej. Współcześnie jednak nie mamy kłopotów z dostępem do jedzenia, nie zagraża nam także przebywanie w niskich temperaturach, więc jednym słowem wychłodzenie jest także mało prawdopodobne. Nie biorę pod uwagę warunków ekstremalnie trudnych,  gdzie ktoś przebywa na polarnej wyprawie czy wielogodzinnej wycieczce wysoko w górach. Wówczas faktycznie spożycie większej ilości kalorii ma sens, aby ogrzać organizm co dzieje się poprzez – co też ciekawe - drżenie mięśni. Ale w codziennych warunkach kiedy ciepło się ubieramy, w naszych domach panuje „pokojowa temperatura” nasze zapotrzebowanie na kalorie się nie zwiększa.  Wręcz przeciwnie z dawnych czasów możemy być nawet genetycznie zaprogramowani na „oszczędzanie”, a tymczasem jemy więcej witając często wiosnę z nadwyżką kilogramów.

To na co powinniśmy jednak zwrócić uwagę to bezcenna witamina D i jej suplementacja. Zimowy czas, nawet ten słoneczny nie dostarcza nam tej witaminy. A ma ona realny wpływ na nasze samopoczucie, mocne kości, odporność, wchłanianie wapnia i fosforu oraz pracę układu sercowo – naczyniowego. Dawka jąka się zaleca to 1000 jednostek (IU) dziennie.  

Jak powinna wyglądać zimowa dieta?

Na pewno nie powinno w niej być cukrów i tłuszczy nasyconych bo nasz organizm tego w ogóle  nie potrzebuje.  Nie odkryję tu Ameryki  - powinniśmy dbać o jakość i ilość produktów, korzystać także z mrożonek i przetworów oraz dostarczać witamin i minerałów ze świeżych owoców i warzyw, a jest w czym wybierać – spójrz sama na poniższą grafikę, stworzoną przez salaterka.pl. Wygląda całkiem pokaźnie.